Friday, 6 June 2014

Trądzikowy rachunek sumienia

Nosiłam się z zamiarem napisania tego postu/a (nigdy nie wiem jaka jest poprawna końcówka, oświećcie mnie proszę!). Układałam w myślach, przypominałam sobie (bo jednak już trochę czasu minęło odkąd miałam naście lat) jakie najróżniejsze rzeczy robiłam z twarzą, aby tylko pozbyć się lub zamaskować trądzik, a wierzcie mi sporo tego było i na pewno więkość już pojawiała się na tym blogu wcześniej, jednak dziś będzie o takich super absurdalnych i hardkorowych :) jestem ciekawa czy odnajdziecie w tym coś, czego sami próbowaliście. Od razu zaznaczam, że to wszystko były akty desperacji (bo przecież tonący brzytwy się chwyta) i z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że w żaden sposób nie wpłynęły długoterminowo na poprawę stanu mojej paskudnej (wtedy) cery.
Przypominam jednak, że miałam cieżką postać trądziku czyli bliznowate, podskórne gule, czerwone, zapalone, głównie na policzkach, brodzie, skroniach. Przypominam dlatego, że jeżeli wyskoczy wam jedna krosta przed @ to dla mnie to nie jest trądzik :) Kto przeszedł lub przechodzi podobną gehennę do mojej, wie o czym mowa.

1. Rzucanie się na wszystkie nowinki anty acne i stosowanie wszystkiego na raz w myśl zasady im więcej preparatów na trądzik tym lepiej... znacie to? A jak kupię nowe to inne idą w odstawkę albo mieszam wszystko wg własnej (oczywiście najlepszej!) wiedzy. Jednego nie skończę, a już szukam czegoś innego, bo przecież już 3 tygodnie stosuję i nie ma poprawy, tak nie może być. Ileż ja czasu spędziłam (o wydanych pieniądzach nie wspomnę) na szukaniu coraz to nowych kosmetyków-cud, nierzadko sprowadzanych z zagranicy bo u nas (wtedy) niedostępnych, albo po prostu zbyt drogich... Benzacne, Acne-derm, Perła Inków, Murad, Clinique, Vichy, Bioderma, LRP, Garnier, Oxy, Nivea, Under20, Neutrogena, Clearasil - wszystkie zestawy dla cery trądzikowej oczywiście i mogłabym dalej wymieniać, ale tutaj chodzi o sam fakt, że moja skóra po tym kosmetycznym rollercoasterze była jedną, wielką wrażliwą (spaloną alkoholem) skorupą. Za dużo tego wszystkiego było. Nie było schematu pielęgnacji, miało działać cuda już, natychmiast (o czym przecież zapewniali gorąco na opakowaniu).
Niezmiernie dobijał mnie też fakt, że wszystkie owe kosmetyki reklamowały osoby, które w życiu pryszcza na twarzy nie miały jak np ściema na zdjęciu poniżej.. takie coś do dziś działa na mnie jak płachta na byka!!!
Źródło: http://she.sulekha.com


2. "Cudowne" algi.
Tak tak dobrze czytacie, hodowałam w domu żywe algi i przemywałam twarz wodą z tych alg i chyba też piłam tą wodę, nie pamiętam już zbyt dokładnie, ale znając moją ówczesną desperację to chyba tak :) Oczywiście trądzik miał się cudownie.
 
 Źródło: archiwumallegro.pl
 
3. Zioła.
Tjaaa tych też było bez liku, Klimuszko, bratek, specjalne mieszkanki na trądzik takie z łapanki czyli ktoś, coś, gdzieś słyszał, komuś bardzo pomogło. To był jak balsam na moje uszy, a moje poświęcenie w zdobyciu nawet najtrudniej dostępnego ziółka było ogromne. Kupowane na kilogramy, sama mieszałam wg receptury zasłyszanej bądź przecztanej. Z ziółkami jest o tyle lepiej, że przynajmniej nie zaszkodziły, ale na pewno nie należałam do tych szczęśliwców, którym ziółka pomogły.
 
4. Drożdże.
Ble nie cierpię smaku drożdży, ale czego się nie robi, aby mieć czystą cerę. Nie wiem kto sprzedał mi cudowny pomysł picia drożdży z mlekiem :) Piłam i co? I nic oczywiście.

5. Opalanie
Chwytałam każdy promyk słońca jaki tylko mogłam, nakładanie kremu z filtrem na buzie??!! No way, przecież te kremy są tłuste i na pewno spowodują u mnie wysyp nowych pryszczy... Opalona skóra wyglądała doraźnie o wiele lepiej, blizny i czerwone ślady nie odznaczały się, świeże paskudztwa się zasuszały. Ale niestety to co działo się z moją skórą jesienią (czyli zdwojony atak łoju oraz przyszczy) w żadnym stopniu nie rekompensował mi tych kilku tygodni "ładnej" skóry twarzy. Kolejnym szalonym pomysłem było solarium, ale tego faktu się tak wstydzę, że szkoda nawet o tym pisać.

6. Ręcznikow-poduszkowa fobia.
Pewnie większość z was się z tym zetknęła: masz trądzik to zmieniaj pościel oraz ręczniki jak najczęściej, najlepiej codzinnie, bo to przecież siedlisko bakteri. Byłam tak wyczulona na owe bakterie, że jak miałam wytrzeć twarz jakimś podejrzanym (czyt. użytym wcześniej) ręcznikiem, to prawie że widziałam te bakterie pełzające po tym nieszczęsnym ręczniku, które tylko czyhają na to, aby dobrać mi się do twarzy :) Wtedy też zaczęłam używać do wycierania buzi papierowych ręczników jednorazowych; fobia ta do dziś jest u mnie silna aczkolwiek, jak powiedziała moja kochana Ziemolinka:"chyba przeceniasz możliwości bakterii ręcznikowych" haha. Na poduszkę również miałam swój patent. Abym nie musiała codziennie zmieniać poszewki (z lenistwa po prostu) to kładłam na poduszkę chusteczkę higieniczną, która to chusteczka miała w cudowny sposób stworzyć barierę pomiędzy brudną i usianą bakteriami pościelą a moja buzia... Dalszy komentarz jest chyba zbędny :)

7. Dieta.
Wszystkie możliwe: bezglutenowa, bezmięsna, bez nabiału, bez słodyczy, bez śmieciowego jedzenia. Przemieliłam je wszystkie bez większego rezultatu. Wiem, że wielu z was uważa, że odpowiednią dietą można wyleczyć tradzik, ja jestem jednak innego zdania.

8. Lustereczko powiedz przecie.
Lustro było moim przyjacielem i wrogiem jednocześnie. W każdej torebce bądź plecaku musiałam mieć lusterko i co chwila zerkać na opłakany stan mojej facjaty, dziś nie mam pojęcia dlaczego tak się umartwiałam. Pamiętam, że wytrzymanie godziny bez zerkania w lusterko było dla mnie niemożliwe. O każdej porze dnia musiałam mieć pod kontrolą makijaż, sprawdzać czy aby gdzieś coś nie spłynęło, dziś wiem że i tak było widać gołym okiem mój tradzik, wtedy się łudziłam (może to i lepiej). Potrafiłam zamknąć się w łazience i godzinami masakrować buzię: przekłuwać pryszcze igłą brrrr, przemywać potem spirytusem salicylowym (cudowna dezynfekcja), po zakończeniu takiej sesji wyglądałam tak tragicznie, że jedynie siąść i płakać, jednak powtarzałam takie "zabiegi" regularnie...

9. Make up.
Nosiłam go cały czas. Jeżeli nocowałam gdzieś u kogoś albo byłam na obozie to nawet spałam z podkładem.. rano wstawałam i szybko gnałam do łazienki aby zmyć stary i nałożyc od razu nowy. Nie ma nic gorszego dla cery, dziś już to wiem, ale wtedy nie wyobrażałam sobie pokazania się światu bez makijażu...


Mogłabym tak jeszcze ciągnąć temat i ciągnąć, ale nie wiem, czy ktoś dotrwał do tego momentu, post zrobił się długi więc mam nadzieję, że są tacy którym udało się przez niego przebrnąć. Zastanawiam się jakie wy macie trądzikowe "grzeszki" na sumieniu. Odnajdujecie w moich swoje? Piszcie w komentarzach.

Na koniec dla wszystkich, bo życie jest krótkie:



 
BAsia

25 comments:

  1. też drożdży próbowałam, ten smak pamiętam do dzisiaj, ble! Długo nie wytrzymałam, więc nawet nie liczyłam na efekty. Największym moim "grzechem" był Twój punkt pierwszy. pzdr.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chyba wszyscy tradzikowcy przerabiaja jedyneczke ku uciesze firm kosmetycznych :) pozdrawiam

      Delete
  2. Ja większe krostki do tej pory wyciskam a potem na noc nakładam maść Tormentiol, jakoś mi lepiej, że tej ropy już nie ma.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ojej, tormentiol jest mega tlustym mazidlem, tez go kiedys przerabialam, na zimiane z Penaten kremem :) Bardzo trudno jest fachowo wycisnac pryszcza, jezeli robi sie to nieumiejetnie to roznosisz sobie tylko po twarzy (pisalam o tym szerzej w poscie dlaczego nie powinno sie wyciskac pryszczy). Ogolnie wiem, ze ropa wyglada malo sexy, ale pomeczysz sie 1 lub 3 dni z ropa I potem albo ona sama wycieka bo pryszcz peka albo znika. Plus jest taki, ze blizny po pryszczu nie bedzie albo bedzie bardzo mala.
      Pozdrawiam I nie wyciskaj!! :)

      Delete
  3. zioła, makijaż, "zabiegi" przed lustrem.;), opalanie i wieeele pseudocudownych specyfików na twarz.;). jednak powiem szczerze, że w moim przypadku, choć początkowo miałam duży wysyp krost to jednak pokrzywa pomagała. musiałam jednak ją odstawić bo źle wpływała na mój okres. (;

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja pokrzywe pije do dzis bo lubie ale nie pomogla mi w tradziku.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Delete
  4. Skąd ja to znam...co prawda nie miałam i nie mam silnego trądziku,ale skórę mieszaną, tak tłustą w strefie T,że po 15 minutach od umycia świecę się jak latarnia, full zaskórników, przebarwień i gule w okolicy żuchwy pojawiające się w połowie cyklu,skóra jest nierówna etc MASAKRA, walczę z ta masakrą od 17 roku życia, a mam 39 lat :-( Raz jest lepiej raz gorzej..tak jak Ty Basiu chwytałam się wszystkiego, wydałam full kasy i co i nic :-( Najgorsze jest to,że w młodości raz w tygodniu stosowałam parówki ziołowe i wyciskałam wszystko co było do wyciśnięcia...Mam po tym pamiątkę w postaci wielu popękanych naczynek :-( Na szczęście teraz są te wszystkie specyfiki z retinolem i jest lepiej, ale i tak nie mogę na swoją cerę patrzeć. Pomagają tylko pigułki anty Cyprest, no ale szkodzą mi na co innego więc 7 miesięcy temu zaprzestałam brać.Na doustne retinoidy się nie zdecyduję, boję się, poza tym nikt mi nie zapisze, bo to na ciężki trądzik.Mój MEGA ŁOJOTOK się nie kwalifikuje pewnie do takiego leczenia. Plecy ramiona i dekolt mam wysypane drobnymi krostkami.A włosy odkąd pamiętam myję codziennie,a latem nawet 2 razy dziennie, na dodatek mi wypadają. Większość budżetu wydaję na kremy, wcierki do włosów i suplementy diety i pewnie już tak zostanie do końca moich dni. Pozdrawiam! Ania

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pani Aniu a czy miała Pani jakieś płyny lub maści od dermatologa na plecy? w sumie głupie pytanie bo pewnie tak. Może spróbuje Pani Atrederm? osobiście nie stosowałam ale wielu osobom pomógł z mocnym trądzikiem zarówno na plecy jak i na twarz może Pani pomyśleć o tym jesienią może akurat pomoże :)

      Delete
    2. Dżuliet ta stosowałam Atrederm na te miejsca, pomagało, ale po zaprzestaniu znowu wracało...niestety. Teraz siłą rzeczy nie smaruję niczym, lubię słońce i chcę się troszkę opalić, ale jesienią pewnie wrócę do złuszczania. Dziękuję za zainteresowanie :-)

      Delete
    3. Hej Aniu, o widzisz zapomnialam o tych parowkach, tez byly u mnie :) Anty na tradzik to tylko I wylacznie dorazna pomoc, nie lecza tradziku a usypiaja go niejako. Z tego co opisujesz jak najbardziej kwalifikujesz sie na iza, nie boj sie tego leku bo nie taki diabel straszny (wiem po sobie) a jezeli jestes pod dobra opieka lekarza to naprawde nie ma sie czego bac. Wlosy przy lojotoku sa bardzo slabe I maja tendencje do wypadania, ja sama leczylam wlosy u mojego dermatologa po kuracji (napisze o tym osobny post). Jakim szamponem myjesz wlosy? Polecam Bioderme Node DS+, to szampon zalecony przez mojego dermatologa, po kuracji na wlosy myje wlasnie tym szamponem I problem wypadania juz mnie nie dotyczy. Opisze szerzej w kolejnym poscie jak leczylam wlosy bo osoby z tradzikiem, lojotokiem maja niestety bardzo oslabione wlosy.
      buzka!

      Delete
    4. Basiu używałam najróżniejszych szamponów przeciw przetłuszczaniu i wypadaniu włosów zarówno tych aptecznych jak i drogeryjnych. Obecnie mam Seboradin przeciw wypadaniu i raz w tygodniu Nizoral. Zapisałam nazwę szamponu, o którym piszesz i wypróbuję. Wiem, że anty nie leczą trądziku, ale w pewnych okresach mojego zycia bardzo mi pomogły,musiałam wyglądać idealnie, a one to powodowały-miałam buźkę jak tyłeczek niemowlaka ;-) Ale nic nie trwa wiecznie.. Dziękuję,za Twojego bloga i co za tym idzie wiele cennych informacji. Trafiłam najpierw na boga Ziemoliny (3 tygonie temu) przeczytałam od deski do deski i tak trafiłam do Ciebie i również przeczytałam od samego początku :-) Fajnie, że jesteście i dajecie nadzieję innym ludziom,że można wygrać ciężką walkę z trądzikiem. Pozdrawiam serdecznie z Leszna (tego Leszna :-)

      Delete
    5. Aniu, bardzo sie ciesze, ze znalazlas na blogu interesujace cie informacje. Wracajac do wlosow to ja mialam badanie wlosa tzw Trichogram a potem na podstawie wyniku (ktory byl zly) przeszlam kuracje u mojego dermatologa (tak, u tego samego u ktorego leczylam buzie) i dzis moje wlosy bardzo sie poprawily, rosnie mi duzo nowych a dziennie wypadnie mi moze 10 wlosow :)
      pozdrawiam,

      Delete
    6. Nie pozostaje mi nic innego jak umówić się na wizytę do Twojego dermatologa Basiu. Z tego co piszesz to konkretny facet z ogromną wiedzą. Sprawa jest o tyle prosta, że mieszkam w Lesznie :-) Dzięki za informacje. Pozdrawiam!

      Delete
  5. Ja na poduszkę kładę ręcznik i zmieniam go codziennie;] Miałam też obsesję świecącej buzi. Bibułki matujące, chusteczki i puder musiały być zawsze pod ręką. Teraz już na szczęście przestałam się tak tym przejmować.

    ReplyDelete
    Replies
    1. :) czyli do dzis recznikowa fobia zostala, ja juz sie z tego wyleczylam na szczescie. Grunt to pokochac sama siebie!
      Pozdrawiam serdecznie

      Delete
  6. Jakbym czytała o sobie, wszystkie punkty...Do dziś zostały mi dwie rzeczy. Lusterko mam w torebce, w pracy w szufladzie biurka, przy stoliku nocnym, w każdym pokoju w domu.. Mimo, że nie mam już regularnego trądziku, obsesyjne kontroluję czy nie wyskoczyło mi coś nowego, bo czasem miałam wrażenie,że stan mojej cery zmieniał się z godziny na godzinę, na gorsze oczywiście. I te nieszczęsne ręczniki. Zawsze papierowe, bez wyjątku. Inaczej też widziałam te bakterie, tylko czekające, żeby podwoić liczbę pryszczy. Nie zmieniam tego chyba dla świętego spokoju :D
    Ktoś pamięta jeszcze Oxy? :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak patrzę na ten komentarz i nasuwa mi się taka myśl, że po pierwsze trądzik to jednak przede wszystkich choroba duszy. Wieczna kontrola stanu cery, kompleksy, ogromna niechęć do pozowania do zdjęć, obsesje i fobie.. A po drugie, że tyle lat myślałam o sobie w kategoriach trądzikowca, że tak mi już zostało, choć stan cery się niezwykle poprawił. Trochę tak jak z osobami, które zrzuciły sporo kilogramów, a wciąż kupują ubrania w dużych rozmiarach. Ja chyba wciąż patrząc na siebie w lustrze widzę trądzikowca, choć oceniając obiektywnie już nim nie jestem. Smutne.

      Delete
    2. Pewnie, ze pamietamy Oxy (gwizdz na prysz, oxy daaa mu w skooore), do dzis ta durna reklama dzwiczy mi w uszach ha. I zgadzam sie, ze tradzik to choroba duszy I to niestety wlasnie w momencie kiedy kazdy mlody czlowiek szuka akceptacji, a tu taki wstyd. Ciesze sie, ze jestem juz starsza I inaczej patrze na swiat, ale rozumiem w pelni kazda mloda osobke I jej dramat w zwiazku z brzydka cera.
      Pozostaje miec nadzieje, ze czas jednak ukoi rany (oraz zaleczy buzki).
      BAsia

      Delete
  7. Basiu, podpisuję sie pod większością punktów, jedynie nie lubiłam lusterka, wolałam nie stresować sie własnym widokiem, Drożdze, zioła, clersil z NRFu to były czasy

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ata nawet mi nie mow, czas tak szybko leci. Polowe zycia spedzilam na leczeniu tradziku a teraz bede sie zmagac se zmarszczkami, ech.
      pozdrawiam

      Delete
  8. Basiu, podziwiam za to,że chciało Ci się to wszystko przypominać, opisywać i przeżywać na nowo :-) Ja jestem w szoku, jak błyskawicznie zapomniałam o problemie. A dzisiaj - sama w to nie wierzę - ale nawet nie mam podkładu w kosmetyczce! Jezu!Jak cudownie!!!! Ściskam :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Teraz to juz wracam do tego z przymruzeniem oka, patrze z innej perpektywy :)
      I masz racje, szybko sie o calym tym bagnie zapomina, jak czlowiek juz z tego wyjdzie. Dzis maluje sie delikatnie i dla przyjemnosci a nie dla kamuflarzu (no dobrze, moze oprocz cieni pod oczami hihi)
      pozdrawiam,
      BAsia

      Delete
    2. Basiu, podaj mi proszę namiary do Twojego lekarza-dermatologa. Z góry wielkie dzięki. Mój adres to bassia19@op.pl

      Delete
  9. Postu! Za przykładami: "domu", "listu", "telefonu".
    Nie sugeruj się odmianą "smartfona" lub "maila", bo to tylko kolejny błąd językowy wchodzący do uzusu.

    ReplyDelete
  10. Ojej, jakbym czytała o sobie! Ale u mnie to nadal trwa, może w mniejszym nasileniu, bo tradzik, troche innej postaci i chyba lżejszy, ale nadal niezle daje popalic!

    pozdrawiam :)

    ReplyDelete

Dziękuję za Twój komentarz i zapraszam ponownie :)