Friday, 18 April 2014

Laserowe szpachlowanko, czyli moje pierwsze tango z Fraxelem

Moi drodzy, obiecałam post o mojej przygodzie z laserem i voilà. Na zabieg zdecydowałam się jakiś miesiąc temu, głównie po to, aby zmniejszyć widoczność starych blizn potrądzikowych, wyrównać koloryt skóry itd. Opisze całość z pozycji tzw usera, a nie eksperta, którym nie jestem.
Dobra, zacznę od tego, że na laser po leczeniu izo trzeba troche poczekać, ponieważ skóra musi dojść do siebie po lekach, musi się zregenerować. W moim wypadku zabieg był zrobiony 7 marca tego roku, a kuracje izo zakończyłam jak wiecie (albo i nie, jeżeli nie to siup siup do archiwalnych wpisów na blogu) w czerwcu roku poprzedniego; czyli jak łatwo policzyć minęło jakieś 9 miesięcy.
Zabieg przeprowadził, a jakże, ten sam dermatolog który prowadził moją drugą kurację izo. Nie przygotowywałam skóry jakoś wcześniej do zabiegu, stosowałam taką pielęgnację jak w ostatnim wpisie. Nie mówię, że nie miałam cykora, bałam się, bo naczytałam się głupot o popalonych twarzach i trwałych bliznach po laserze itd. Nic takiego nie miało miejsca, ale o tym za chwilę.
Jedną z zalet lasera typu Fraxel jest to, że jego światło pobudza również głębsze warstwy skóry do produkcji nowego kolagenu. Może ten fakt nie zainteresuje młodych czytelniczek, ale dla wszystkich 30+ to na pewno porządana zaleta. Dlatego też optymalny efekt osiąga się dopiero po ok 3 miesiącach. Oprócz tego uważa się ten laser za bardzo bezpieczny, nie odnotowano po nim przypadków infekcji czy też zbliznowacienia, a sam zabieg nie powoduje widocznych ran... Tyle teorii.
Uzbrojona w taką wiedzę pojawiłam sie u mojego dermatologa w dzień zabiegu.

Zabieg:
Na poczatku lekarz oszyścił mi cerę jakimś tonikiem czy mleczkiem, szczerze to już nie pamiętam. Nie dostałam żadnego kremu znieczulającego (ponoć niektórzy lekarze dają, mój uznał, że jestem twardy kmin i wszystko zniosę hihi). Nie dostałam też żadnych okularów, takich wiecie, czarne muchy, które miałyby ochronić oczy przed światłem lasera, nic z tych rzeczy. Dostałam tylko nakaz trzymania zamkniętych oczu :)
Lekarz stalował laser i w tym czasie poziom mojej adrenaliny podniósł się znacząco, zmalał przy pierwszym "strzale". Najgorzej jak nie wiecie co was czeka, potem to już leci, ale po kolei. Zabieg miałam tylko i wyłącznie na policzkach, trochę na skroniach, czoło nieruszone, poniważ tam nigdy trądziku nie miałam więc i blizn nie ma.
Pierwszy strzał poszedł... nie będę wam słodzić, bolało.
Chcę wam przybliżyć sam zabieg jak najrealniej, więc posłużę się paroma fotkami z netu.

Głowicę lasera można ustawić na różne wiązki światła co ilustruje obrazek obok. Wszystko zależy jaką powierzchnię ciała chcemy naświetlić (laser ten można stosować na cała ciało). W moim przypadku lekarz wybrał kształt kwadratu (środkowy kształt na górze). Dlaczego o tym piszę, ano dlatego, że taki kształt będzie potem odbity przez pare dni na waszej twarzy (dosłownie).


http://www.ipllaser-machines.com/
Każdy strzał miał powierzchnię takiego właśnie kwadratu, i za każdym razem miałam wrażenie, że laser "haftuje, wyszywa" na mojej twarzy taki ścieg za pomocą igieł, dokładnie jak na gifie obok...
Po każdym strzale na buzi zostawało takie małe poletko poorane jak szachownica. Najgorsze momenty były w okolicy oczu (miałam tam pare prosaków więc aby sie ich pozbyć trzeba było przejechać laserem naprawde blisko oka) oraz okolice ust oraz nosa. Musiałam prosić lekarza o pauzę, ponieważ ból był rzeczywiście dokuczliwy. Ciężko też było, kiedy tą samą powierzchnię (ten sam kwadracik) lekarz robił 2x (bo blizna w tym miejscu była głębsza, przebarwienie większe itd).


To chyba tyle, mam nadzieję, że potraficie sobie już teraz mniej więcej wyobrazić jak wygląda sam zabieg. Całość trwała ok 15-20 min, nie wiem dokładnie, bo w pewnym momencie miałam już dosyć i modliłam się o koniec. (mam w sumie chyba niski próg bólu hihi). Po zakończeniu zabiegu macie wrażenie, że waszą skórę polano jakimś kwasem, przyłożono do niej gorące żelazko, cała płonie. Lekarz nałożył od razu jakiś krem łagodzący, troche pomogło, ale uczucie palenia miało się ciągnąć przez kolejne dni...

Zabieg celowo robiłam w piątek, aby w weekend móc podleczyć skórę i nie pokazywać sie ludziom. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że 2 dni to jednak trochę za mało na regenerację i że w poniedziałek na pewno jeszcze nie będę się w stanie pokazać ludziom., ani we wtorek...Dostałam od dermatologa krem na poparzenia (nazwy nie pamiętam, ale jeżeli kogoś z was to będzie interesowało to poszukam), którym smarowałam się kilka razy w ciągu dnia, aby ulżyć sobie w bólu i pomoć skórze się regenerować. W dzień zabiegu wygląda się w miarę normalnie, skóra jest tylko zaczerwieniona, koszmarek zaczyna sie od 2 dnia po zabiegu.

Następnego dnia wstałam i raz, że nie byłam w stanie poruszać mięśniami na twarzy (o uśmiechu nie było mowy, każdy ruch skóry na buzi bolał), to jak się zobaczyłam w lustrze to myślałam, że dostane zawału. Skóra bardzo, bardzo czerwona i opuchnięta (wyglądałam dosłownie jakby mi ktoś przywalił z piąchy), pokryta siatką otworków (jak na pierwszym obrazku), z niektórych sączył się płyn. Obrzydliwie to wyglądało. Nie zrobiłam sobie żadnego zdjecia z tego okresu, amatorów silnych wrażeń, którzy chcą zobaczyć jak taka skóra wygląda zapraszam do przeszukania internetu. Dla reszty wyobrażenie sobie skóry polanej kwasem, spalonej powinno wystarczyć.
Przez kolejne 3 lub 4 dni skóra piekła niemiłosiernie, pękała, tworzyły sie bolesne strupy i była mega czerwona i podrażniona. Mycie twarzy było bolesnym zabiegiem, ogólnie czułam się jak potwór i nie wyobrażam sobie wyjścia w takim stanie między ludzi.

W związku z tym, nie poszłam do pracy ani w poniedziałek, ani we wtorek. Nie dało się na skórę niczego nałożyć, o makijażu możecie zapomnieć, nie jest w stanie przykryć mega odstających skórek, strupów, rumienia itd. Dopiero w czwartek mogłam jako tako zacząć funkcjonować między ludźmi, skóra poschodziła płatami, zostały tylko niewielkie obszary z jeszcze starą, niezłuszczoną skórą. Jakiś tydzień, półtora po zabiegu buzia wyglądała już bardzo dobrze, pokazała sie nowa skóra, delikatnie zaróżowiona, no miodzio. Myślę sobie wow, super efekt. Nie trwało to jednak długo, efet ten zniknął do 2 tyg po zabiegu.

Przemyślenia końcowe:
Mam bardzo mieszane uczucia w stosunku do tego zabiegu, w skrócie można to opisać: liczyłam na o wiele więcej... Koszt 500zl, ,miałam nadzieję, że przynajmniej przebarwienia znikną lub będą zniacznie zredukowane, na blizny za bardzo nie liczyłam bo wiem, że ubytku skóry (czyli potrądzikowych dziur) ciężko się pozbyć i trzeba raczej zadziałać wypełniaczem. Blizny jak były tak są, może ociupinkę płytsze, ale to chyba bardziej autosugestia, przebarwienia nadal są, nie wydaje mi się, aby były bledsze. Ostatnia rzecz w jaką mogę wierzyć to odmłodzenie mojej skóry poprzez nowy kolagen, ale i tego na razie nie widzę. Reasumując, nie wiem, czy zdecyduję sie na kolejne zabiegi fraxelem. Może moja skóra jest jakoś wybitnie oporna, nie wiem, może już po prostu mam dosyć zawracania sobie gitary moją skórą, widzę już na niej pierwsze oznaki starzenia (utrata jędrności, grubości) więc mam ochotę się skupić na walce ze zmarszczkami, a nie z cholernym trądzikiem, czy raczej z tym co pozostawił na mojej twarzy.
Twarz mam lekko przypruszoną pudrem oraz bronzerem na obu zdjęciach, ale ewidentnie widać przebarwienia oraz blizny (dziury)


Prawy policzek, czyli ten "gorszy" jak pamiętacie, tutaj mam wrażenie, że troszkę blizny sie spłyciły ale nie ukrywam, że oczekiwałam lepszego efektu.


To chyba tyle, wyszedł z tego bardzo długi post, mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i choć trochę Wam przybliżyłam na czym polega zabieg fraxelem.

Chciałam również skorzystać w okazji i życzyć wszystkim 

Zdrowych i Spokojnych ŚWIĄT WIELKANOCNYCH!!!

Buziaki,
BAsia


22 comments:

  1. bardzo pomocny post, rzeczowy. Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  2. Za takie pieniądze i o tym co się słyszy na temat laserowego usuwania blizn i przebarwień to faktycznie efekt powinien zwalać z nóg, a tutaj... Zmiany są, blizny chyba bardziej płytkie, ale wiadomo, że na zdjęciach nie widać wszystkiego. Nie wiem czy w ogóle jest sens się tym dalej przejmować, skoro trądzik wyleczony, a blizny nie są aż tak straszne :)

    Ja natomiast wczoraj byłam u kosmetyczki, zapisałam się na mikrodermabrazję, ale kosmetyczka stwierdziła, że lepiej to odłożyć, bo mam ropne krostki, a można je przenieść później po całej twarzy, więc lepiej nie ryzykować. Zamiast tego zrobiła mi peeling kawitacyjny, później sonoforezę i na sam koniec galwanizację. Siedziałam tam ponad godzinę, a raczej leżałam, ale czułam się cudownie! Pierwsza moja wizyta w salonie kosmetycznym, ale te zabiegi były naprawdę przyjemne. Po wyjściu wyglądałam okropnie, lekko się świeciłam, bo nałożyła na sam koniec coś w stylu oliwki, czerwona, bardziej widoczne krostki, ale dzisiaj rano miałam wrażenie, że nawet blizny się trochę spłyciły, ale nie wiem czy to nie jest bardziej to co bym chciała ujrzeć. Dodatkowo powiedziała, abym zastanowiła się nad serią zabiegów galwanizacji, że to by uspokoiło skórę,a później można podziałać peelingiem kawitacyjnym i mikrodermabrazją na blizny. Zastanawiam się nad tym, może to nie jest zły pomysł. Powiedz, co Ty o tym myślisz?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hej Melisha,
      nigdy nie mialam zabiegu galwanizacji wiec niestety nie pomoge. Jedyne co, to ja zajelabym sie leczeniem przyczyny powstawania tradziku, poniewaz zabiegi u kosmetyczki pomoga (albo i nie) w poprwieniu wygladu skory, ale nie wylecza problemu, a z tego co piszesz, nadal na skorze pojawiaja ci sie stany zapalne.
      Pozdrawiam,
      BAsia

      Delete
    2. No właśnie myśle o tym cały czas, ale jednak znaleźć dobrego dermatologa jest cholernie ciężko, mój Narzeczony kończy 2 kurację z izotekiem i w sumie do końca trądzik nie zniknął i robi mu się dalej... Więc trochę jestem do tego mało przekonana :( A ja już nie chce próbować kolejnych mąści, toników czy innych pierdół, bo to jest wydawanie kasy w błoto. Raz i porządnie, a nie jakieś podchody...

      Delete
    3. Masz racje, ale wlasnie takie zabiegi na buzie u kosmetyczki to wg mnie tez wywalanie kasy w bloto, bo nie lecza przyczy. A twoj narzeczony byc moze mial za mala dawke i za krotka kuracje, dlatego tradzik nie zniknal.

      Delete
  3. Basiu wcale nie masz takiej złej tej buzi serio ! ważne że trądzik zniknął :) pozdrawiam Julka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Otoz to, dla mnie wygrana jest to, ze na skorze nie pojawiaja sie juz nowe zmiany zapalne. A to, ze mam blizny, to juz tylko i wylacznie przyslowiowy "pryszcz" :)

      Delete
  4. Basiu, Ty wiesz pewnie, że ja czekałam na ten wpis jakna zbawienie. Bo Twoja opinia była i jest dla mnie ogromnie ważna! Ponieważ do tej pory szukam czytam i dowiaduje się wszystkiego na temat Fraxela, żeby jesienią podjąć decyzję i ... Twoja opinia na minus nie jest jedyna niestety. Jesteś chyba piątą osobą, która nie poleca, żałuje i nie decyduje się na resztę zabiegów. (znajoma jest po 4 seriach i nic, dosłownie nic!).
    Basiku kochany, obie wyleczyłyśmy cholerswto. Obie mamy czyste buzie, a że blizny są... trudno, pogodziłam się. Postawiłam w swoim życiu na dobre pielęgnacyjne kosmetyki, na zdrowe jedzenie, bieganie i radość. Blizny mam gdzieś.
    Dzięĸuję Ci za opis (ależ ja na niego czekałam) i dajmy sobie spokój!
    Ściskam mocno mocno!!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czesc Stulcia,
      oto chodzi, wyleczylam przyczyne tradziku i dobrze mi z tym, mimo, iz na buzi zostaly blizny. Nie bede kontynuowac bo i efekt nie zwalil mnie z nog a po co mam maltretowac siebie i moja buzie (juz dosyc razem przeszlysmy hihi).
      Sle moc buziakow!!!
      BAsia

      Delete
  5. Ja za dwa miesiące kończę moja półroczną kuracje i właśnie ostatnio derma powiedziała,że po kuracji na jesień będziemy usuwać blizny za pomocą fraksela,tylko ,że będzie to refundowane,więc nie będę się zastanawiała i zarezykuje,choć trochę sie obawiam jak to będzie !!!??

    U Ciebie rezultaty na buzi po leczeniu są super,też bym tak chciała wygladać:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zycze powodzenia w doprowadzeniu buzka do stanu idealnego!!!
      Jezeli masz refundowany fraxel to dlaczego nie, ale potrzebna jest seria takich zabiegow bo jeden nic nie zdziala. (a przynajmniej u mnie nie zdzialal)
      pozdrawiam

      Delete
  6. Ja jestem od jakiegoś czasu umówiona na dermabrazję w Klinice Chirurgii Plastycznej w Bielsku-Białej. Zabieg będzie refundowany, więc nie mam nic do stracenia, może tylko czas. Dermabrazja będzie robiona laserem Smartxide Dot, jest o nim dosyć głośno w Stanach Zjednoczonych, na polskich forach jakoś o nim cicho, a zaznaczam to, bo nie każdy laser frakcyjny CO2 to właśnie Fraxel. Basiu, nie pamiętasz może jak ten laser się dokładnie nazywał? :) Jest parę różnych laserów, które dają trochę różne efekty, są ablacyjne, nieablacyjne, itp. Zaznaczam, że się na tym nie znam i nie potrafię powiedzieć czym różnią się od strony technicznej, pewnie różny sposób... rzutu lasera na skórę? ;D Nie wiem jak to opisać, po prostu laser laserowi nierówny :D W każdym razie ten Smartxide ma dość dobre opinie, a często te negatywne to: ZA TĄ CENĘ spodziewałem się czegoś więcej.. A jeśli mój zabieg jest refundowany, to co się będę! I nie piszę tu dlatego, żeby pochwalić się tym, że NFZ zapłaci mi 3000 zł na dermabrazję i pobyt w szpitalu (zabieg pod narkozą, jedną dobę trzeba zostać), tylko dlatego, żeby ktoś skorzystał :) Moja mama z 2 lata temu była w tej klinice (prywatnie) załatwiać swoje "sprawy". Rozmawiając z doktorem wspomniała, że jej córka ma blizny potrądzikowe i czy COŚ tu robią w tym temacie. Doktor wspomniał o laserze i o tym, że można go zrobić na NFZ. Mama wróciła do domu, a ja już wtedy byłam trochę obeznana w temacie i po prostu jej nie uwierzyłam. Po pewnym czasie moich wątpliwości mamie już się zaczynało wydawać, że chyba źle usłyszała :D Ale stwierdziłam, że zaryzykuję, zadzwoniłam do kliniki i dowiedziałam się, że muszę mieć po prostu skierowanie. Wybrałam się do dermatologa, pani doktor zdziwiona chyba nie wiedziała o co chodzi i powiedziała, że ona nie może mi tego wypisać. Dzwonie do kliniki, recepcjonistka każe iść do lekarza rodzinnego. Idę do przychodni, BEZ GADANIA.Zapisała skierowanie do przychodni chirurgii plastycznej. Umówiłam się na wizytę w klinice (rok czekania..), 24 kwietnia wpadłam do Bielska wciąż pełna wątpliwości. Z gabinetu wyszłam taka zadowolona :D Dowiedziałam się, że: jak mam skierowanie to rządzę, że mogę na to jedno zrobić ile chcę zabiegów, że ten laser nie sprawi, że pozbędę się blizn, że one MOŻE zostaną spłycone, ale że jeszcze żaden pacjent nie był niezadowolony z tego zabiegu, bo tak odświeża twarz, że się wszystkim wydaje, że jest super i się nawet nie decydują na następny zabieg, choć mogą to poprawiać jeszcze :D i mówi mi coś typu: "na twarzy skóra wbrew pozorom jest dosyć odporna na takie bajery jak laser i na blizny wcale nie działa tak cudownie, ale na tyle poprawia wygląd cery, że i tak jest się jakoś tam zadowolonym". Powiedział, że jeśli bardzo zależy mi na wyrównaniu tych blizn, to po prostu powtórzę zabieg, choć nawet za 5 razem blizny wciąż mogą być na mojej buzi, to już zalezy od ich glebokosci i mozliwości mojego organizmu :) Moje blizny są bardzo podobne do Twoich, Basiu, ale są bardziej rozległe, obejmują większą część policzków. Na czole też mam troszkę, na brodzie zresztą też :D Ja jeszcze leczę trądzik, to znaczy taki jak kiedyś to myślę, że mi nie wróci, ale zawsze 1 albo 2 niespodzianki muszą na mojej twarzy być, a do tego zabiegu pod tym względem muszę mieć czystą buzię, więc teraz jestem w trakcie zmiany wszystkiego w moim życiu na zdrowsze i widzę, że to wszystko idzie w dobrym kierunku :) Podsumowując: polecam zainteresować się refundacją tego zabiegu, poszukać gdzie w okolicy jest taka możliwość, w sumie to polecam zajrzeć do Bielska, ja już zabieg będę miała robiony w nowym szpitalu (wciąż w Bielsku), bo stary to trochę już straszy :P Myślę, że gdy już zabieg jest robiony za darmo to zauważy się nawet najmniejszą różnicę :) A jakby co - powtórka. Nawet jeśli się nie uda - zostanie świadomość, że miałam zabieg na twarz za 3000 zł za darmochę :D jakoś się pocieszę, będę bogatsza o nowe doświadczenia :D Przepraszam za długość "komentarza" i pozdrawiam! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ponieważ do Bielska mam 40 minut drogi to ... przemyślę sprawę! Dzięĸi wielkie!

      Delete
    2. hej Klaudia,
      niesteety nie pamietam dokladnej nazwy tego fraxela, którym ja miałam robiony zabieg. Bardzo jestem ciekawa twojego zabiegu wiec jak juz bedziesz po, to koniecznie napisz do mnie o swoich odczuciach! dla mnie zabieg pod narkoza odpada, ponieważ kazdy taki ma bardzo negatywny wplyw na moje wlosy (garsciami mi wychodza). W Bielsku bywam od czasu do czasu wiec zerkne sobie na ta klinike! dzieki na polecenie.

      powodzenia i buziaki,
      BAsia

      Delete
  7. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Basiu pisałaś wcześniej, że poszukujesz podkładu beztłuszczowego, czy coś znalazłaś i jak Ci się spisuje ten o którym pisałaś z Beneffitu Pozdrawiam

      Delete
    2. Hej Marti,
      ten Benefit caly czas mam i uzywam od czasu do czasu, jezeli potrzebuje silniejszego krycia albo w zimie, oprocz Benefitu mam rowniez Clinique Acne Solutions, tez beztluszczowy podkad. Teraz jak sa cieplejsze dni to przerzucilam sie na puder w kamieniu.
      pozdrawiam

      Delete
  8. ja też poproszę o namiary do Twojego dermtologa: k.rostek85@wp.pl, dziękuję z góry. Pozdrawiam

    ReplyDelete
  9. Witaj kochana Basieńko! Nadal gramy w tej samej drużynie.Ja również niebawem, bo na początku w lipcu, będę obchodzić rocznicę zakończenia łykanie Izoteku i u mnie również sprawy mają się cudownie. Co prawda ja, od zakończenia leczenia doustnego, czyli od lipca regularnie, 2 razy w tygodniu smaruje twarz Differinem, i zakończę tę procedurę tak pod koniec czerwca. Na co dzień stosuję kremy apteczne, intensywnie nawilżające, kojące ale nie trzymam się jednej firmy. Zwracam uwagę na to,żeby nie miały parabenów i żeby nie zapychały.Ale tak naprawdę nic konkretnego mi lekarz nie zalecił. I zastanawiam się nad serią kremów, o których piszesz i o którcyh też wspomniała Ziemolinka w sowim poście po wizycie u Ciebie. Czytam i widzę, że ona są do skóry trądzikowej, łojotokowej. Ale ja nigdy nie miałam skóry łojotokowej. Zawsze miałam suchą, wrażliwą. Teraz po kuracji ta skóra wraca do normy, ale nadal jest sucha, tkliwa i wrażliwa. Jakoś nie mogę się przekonać do zakupu tych kremów. I ten alkohol w składzie? Tak czytam Twoje posty i się zastanawiam,czy nie robię czegoś źle, że to wszystko wróci. Ale z drugiej strony jestem w kontakcie z dermatologiem i po lecie mam się zgłosić. Być może smarowanie Differinem zawieszę tylko na okres letnie, a potem do tego wrócę. Nie wiem. Ale cz naprawdę teraz nie wystarczy skupić się właśnie na nawilżaniu i nie zapychaniu skóry?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Karakonku,
      kope lat!!! Bardzo sie ciesze, ze u ciebie buzka tez spisuje sie wzorowo po kuracji! Jezeli chodzi o Aknicare, ja przed kuracja mialam skore bardzo tlusta to fakt, po izo buzka sucha, wrazliwa z tendencja do przesuszania sie I mimo tego, kosmetyki Akni bardzo dobrze na nia dzialaja, nie grozny nawet ten alcohol w skladzie. Zel do mycia jest mega delikatny, kremy oba zarowno ten z SPF jak i bez nie przesuszaja nadmiernie skory. ALE, jezeli kremy, ktorych uzywasz teraz ci sluza to nie widze powodu, abys je zmieniala. Warto trzymac sie tego co nasza buzia lubi, jezeli twoja lubi kremy intensywnie nawilzajaca to spoko, why not :)
      pozdrawiam cieplutko,
      BAsia

      Delete
  10. Jestem tu nowa. Wygrałam walkę z trądzikiem parę lat temu, nie powrócił na szczęście, huham na zimno bo wiem, że wraca. Niestety zostawił ślad w postaci płytkich dziurek na policzkach:'( wszystkiego już probowalam nie będę tu wymieniać bo szkoda pisać, moja dermatolog chce wypróbować na mnie kwas tca co o nim myślicie, podobno najsilniejszy z kwasów? Wychodzę za mąż i przytłacza mnie myśl, że będzie te dziury znać, mój chlopak jak by wiedział że sie tym martwię, no ale ja ciągle o tym myślę, nawet w szybach samochodów sie przeglądam, czy widać je:'( jestem załamana, nikt o tym nie wie ale ja popadam w jakąś obsesję:'( chyba że też tak macie?

    ReplyDelete

Dziękuję za Twój komentarz i zapraszam ponownie :)