Wednesday, 31 October 2012

Wasze historie czyli jak to jest być "niefajnym"...

Dziś będzie dłuższy post więc kubki z kawą/herbatą w dłoń, kocyk na kolanka i zapraszam do lektury.
Prosiłam Was dwa posty temu o Wasze historie trądzikowe (i nadal proszę oczywiście!!!); poniżej chcę przytoczyć opowieść Anasie, jej walkę, smutki oraz bolesne chwile, które przyszło jej znieść w starciu z trądzikiem. Czytając jej historię bardzo często znajdowałam w tekście wspólne mianowniki z moją nastoletnią młodością i walką... Czy wy też??? 

"Moja historia zaczyna się w podstawówce, coś koło 4 klasy. Oczywiście jak większość mam też problem z wyciskaniem krost, od samego początku mojego trądziku, teraz zresztą też. Trzeba zaznaczyć, że miałam najgorszy trądzik z całej klasy we wszystkich szkołach: podstawówce, gimnazjum i liceum.
PODSTAWÓWKA
Pierwsza krosta wyskoczyła mi chyba w 4 klasie podstawówki, co bardzo szybko zamieniło się w trądzik młodzieńczy. No cóż, radziłam sobie z tym... źle. Na początku nie wiedząc czego mam używać, myłam twarz mydłem i wodą. Ponieważ trądzik jest w mojej rodzinie genetyczny, to starsze rodzeństwo, brat i siostra, miało parę kosmetyków antytrądzikowych, więc im podbierałam. Najważniejszą metodą "walki" z trądzikiem były dla mnie podbierane mamie podkłady i inne kosmetyki, które notorycznie mnie uczulały (jestem alegriczką) i suma sumarum pogorszyły tylko trądzik. Oprócz tego, że moje samopoczucie nie było dobre, wiadomo dzieci są brutalne. Mimo, że miałam przyjaciółki i koleżanki, to jednak widziałam, że "te fajniejsze" nie chcą się ze mną kolegować. Nasza klasa dzieliła się na osoby "fajne", "pomiędzy" oraz "niefajne". Te "fajne" wybierały z którymi "niefajnymi" będą gadać, więc niektóre z grupy "niefajne" przenosiły się na "pomiędzy", nie wiem jak wiele osób to widziało, ale jedna z moich przyjaciółek i parę koleżanek przeszło do grupy "pomiędzy", a ja nadal byłam uważana za "niefajną". Nie pomagało mi nawet bardzo długa (bo od przedszkola) znajomość z jedną z "fajnych". Moja samoocena się zmniejszała coraz bardziej. Podstawówka przeszła spokojnie oprócz tego, że ciągle byłam uważana za gorszą. Nie pamiętam już czy byłam wyzywana, ale na pewno, zważywszy na to, że niewiele dziewczyn w tym czasie dostawało trądzik. Myślałam, że idąc do gimnazjum coś się zmieni...
GIMNAZJUM
Zmieniło się tylko moje kieszonkowe, więc mogłam sobie pozwolić na kupno różnych kosmetyków. Zazwyczaj były to antybakteryjne toniki i żele punktowe; twarz myłam nadal mydłem. W gimnazjum moje problemy z cerą nasiliły się tak bardzo, że jak już udało mi się jednego pryszcza usunąć, to robiło mi się 5 nowych dookoła. Cały trądzik skumulował mi się na twarzy, na dekolcie i plecach miałam najwyżej parę krostek. Oprócz wągrów i pryszczy powoli zaczęły mi się rozszerzać pory. Robił mi się pryszcz na pryszczu, momentami dosłownie. Zaczęłam kupować sobie kremy matujące, które mi coraz bardziej rozszerzały pory, bo bardzo wysuszały skórę. Co do moich relacji ze światem... Miałam prawie te same koleżanki w gimnazjum co w podstawówce. Wiadomo, to był czas "zakochiwania się", więc poznałam kolegów koleżanki i jeden z nich się mną "zainteresował", czemu w cudzysłowie? Bo okazało się, że koleżanka powiedziała im, że "jestem dziana" i doszli do wniosku, że jak jeden mnie w sobie rozkocha to będę im dawać kasę na imprezy...Chłopak potem się wycofał i powiedział mi, że mnie nie chce bo jestem brzydka i mu się nie podobam. Ech, to mnie mocno zabolało. Dosłownie czułam się jakby mnie ktoś kopnął w brzuch. Moja samoocena uderzyła o dno. Myślałam, że to wszystko przez trądzik. Nie wiem czy się myliłam. Byłam po prostu brzydka w tym czasie, a trądzik podkopywał mi samoocenę do końca. Jak było w szkole? Dobrze się uczyłam, więc byłam wykorzystywana przez znajomych z klasy. Nikomu się nie podobałam. Słyszałam docinki o moich pryszczach. Uciekałam we wszystko byleby nie patrzeć w lustro. Z czasem coraz lepiej robiłam makijaż, więc nie wyglądałam już jak klaun. Ale unikałam zdjęć, bo wszystkie krosty na nich było widać. W końcu nauczyłam się też obrabiać zdjęcia. Poznałam później chłopaka, z którym bałam się spotkać (poznaliśmy się na necie) właśnie przez trądzik. On widział moje zdjęcia, ale ponieważ zdjęcia były podrasowane, nie było widać na nich krost. W końcu się zdecydowałam. W tym samym czasie poznałam brata mojej koleżanki z klasy. I jestem z nim od 5 lat. Co do trądziku, nie przeszkadzał im obojgu. W końcu zauważyłam, że nie każdy zwraca na to uwagę.W międzyczasie (gimnazjum/liceum) byłam parę razy u dermatologa, oczywiście państwowego, co mi raczej nie pomogło. Dostałam dwa kremy na receptę, z czego jeden mi pomógł, drugi nie. Do pierwszego (nazwy nie pamiętam) moja skóra szybko się przyzwyczaiła, więc druga tubka nie pomagała już w ogóle. Drugi to Skinoren, który pomógł mojej siostrze, ale moja skóra źle na niego reagowała, nakładając go punktowo na krostę dookoła robiły mi się następne krosty. Hmm, dostałam też jakiś tonik, który mogłam kupić bez recepty, też nie pomógł.
LICEUM
Potem poszłam do liceum, spotkałam się znowu z przyjaciółką z podstawówki. Powiedziała mi, że nie mogę myć twarzy zwykłym mydłem. Wtedy razem próbowałyśmy się uporać z trądzikiem, więc było o wiele łatwiej. Używałyśmy różnych rzeczy i każda mówiła jaki był efekt. Ja zaczęłam brać tabletki antykoncepcyjne, które miały mi pomóc z przykrymi niespodziankami. Delikatnie pomogło, ale stałam się bardzo nerwowa, wrażliwa, rozdrażniona, no i spuchłam. Pryszczy było mniej, ale krosty nadal wyskakiwały a wągry i rozszerzone pory też miały się dobrze. Nadal używałam drogeryjnych kosmetyków, bardzo agresywnych. Twarz mi wyschła, zaczęła schodzić skóra, więc w ruch poszły peelingi. Aż w końcu pewnego dnia skończyły się tabletki anty, a że nie chciałam iść do ginekologa po receptę, po prostu przestałam brać. Moja twarz natychmiast się pogorszyła. W miejscu gdzie jest najdelikatniejsza, najcieńsza skóra, czyli dookoła oczu zaczęły mi się robić wielkie pryszcze, i zanim jeden pryszcz zniknął, robił się następny tuż obok. Plus oczywiście nadal krosty i pryszcze na całej twarzy. Poszłam więc do kosmetyczki, która wyśmiała wybór kremu (używałam nadal matującego), bo "nie mam tłustej skóry". Nie powiedziała mi oczywiście jaką skórę mam, tylko zrobiła zabieg. Poszłam wtedy na laser. Za pierwszym razem nic nie pomógł, więc poszłam drugi raz, ale pryszcze nadal wyskakiwały pod oczami. Po tym jak byłam wyśmiana przez kosmetyczkę za zły krem kupiłam Nivee do skóry wrażliwej. Na laser więcej nie poszłam, bo egi znosiła a dwa, że pryszcze nadal wyskawiwały. Nadal kupowałam kosmetyki drogeryjne, żel, krem, tonik. Po 18-stce w końcu kupiłam coś co mi bardzo pomogło, Revitol Acnezine. Kosztował ponad 100zł, więc mogłam go kupić dopiero po otrzymaniu prezentu 18stkowego. Składał się ze słoiczka z tabletkami (suplement diety z bardzo dużą zawartością witamin) i kremu z benzoyl peroxide 5%. Krem mocno wysusza, więc stosowałam go punktowo. W końcu pryszcze dookoła oczu zniknęły, a jak skończyły mi się tabletki to postawiłam na zwykłe witaminowe suplementy diety. Od tamtej pory trądzik ciągle się zmniejszał. Znowu zaczęłam brać tabletki antykoncepcyjne, ale inne, przy których czułam się lepiej niż przy poprzednich. Znowu trochę polepszyła mi sie skóra. Trądzik ani razu mi nie zniknął. Ciągle go mam. Już minęły prawie 3 lata kiedy zaczęłam stosować Acnezine. W tym czasie odrzuciłam metodą prób i błędów wiele kosmetyków. Moja przyjaciółka w końcu doradziła mi bym zaczęła znowu nawilżać twarz, że powinnam o nią dbać nie jak o suchą tylko jak o tłustą, ale za pomocą naturalnych kosmetyków. Długo nie byłam do tego przekonana. Ale przez trzy lata dowiedziałam się, że moja twarz nie toleruje większości składników drogeryjnych produktów, m.in. alkoholi, siarczanów, silikonów, tlenku cynku, parafiny i paru innych. W końcu zdecydowałam się na hydrolaty, bo toniki z drogerii miały skład, który pogarszał stan mojej skóry. W tym roku, w lipcu kupiłam pierwszy krem nawilżający o naturalnym składzie, co też bardzo mocno pomogło mojej skórze. Tak więc zostało mi parę krost, wągry i rozszerzone pory - moja zmora, oraz plamy po wszystkich wyciskanych przez lata krostach.
Jedyne co mogę dodać po jakże długiej historii to tylko to, że dzieciaki są okrutne i takie zawsze będą, że moja mama za mało uwagi zwracała bn to jak się czuję z tym jak wyglądam i nie zaprowadziła mnie do dobrego lekarza, który by mi pomógł w skutecznej walce z trądzikiem, że moja twarz nigdy nie będzie ładna jaka mogłaby być gdybym od razu wiedziała, że drogeryjne kosmetyki to świństwa i że najwyraźniej byłam bliska awitaminozie, bo najbardziej pomogły mi witaminy. I tak z całej tej historii uważam, że to dzięki mojemu facetowi podniosła się moja tkwiąca już w czarnej dziurze samoocena, to była chyba najprzyjemniejsza część mojego życia i NIGDY W ŻYCIU nie pozwolę by moje dzieci same walczyły z trądzikiem. 
Teraz jak patrzę w lustro i widzę kolejną małą krostę myślę "MASAKRA!", ale po chwili dodaję "dobrze że nie pryszcz" i po prostu maskuję co wyskoczyło makijażem.Co mogę jeszcze dodać ważnego... mając trądzik musicie wymieniać poszewki na poduszki częściej niż reszta rodziny, co tydzień lub dwa tygodnie. Jeśli macie psa lub kota, trzymajcie je z dala od waszych poduszek. Na zwierzęcej sierści zbiera się dużo brudu, kurzu i jeszcze ich własna wydzielina, a od tego robią się często krosty.Często płakałam przez stan mojej skóry, ale dzięki wsparciu przyjaciółki, która mnie rozumiała, i chłopaka udało mi się wyleczyć z kompleksów, chociaż czasami zdarza mi się patrząc w lustro myśleć "jesteś brzydka, masz koszmarną skórę, nikt cię przez to nie lubi, twoje pory widać z kilometra i krosty z 10", ale wtedy po prostu daję upust nerwom, a potem już jest normalnie :)"

Ponizej optymistyczne zakonczenie tej smutnej historii czyli usmiechnieta Anasie z siostra! (uwielbiam to zdjecie!)

I apel do wszystkich: Dziewczyny cieszmy sie mlodoscia bo bardzo szybko przemija!!!

Anasie z prawej strony, siostra Anasie z lewej :)

Sunday, 28 October 2012

Jazda bez trzymanki - druga wizyta u dermatologa

Witajcie kochani, pewnie z niecierpliwością czekacie na ciąg dalszy mojej leczeniowej sagi. Nie pisałam wcześniej ponieważ dopiero wczoraj byłam u dermatologa co oznacza, że minął dokładnie miesiąc mojej kuracji. 
Weszłam pełna optymizmu do jego gabinetu, sami widzieliście, że skóra mi się po tych paru tygodniach brania Izoteku i smarowania Metronidazolem poprawiła, jeden policzek wyglądał już naprawdę ładnie... Pan doktor zaczął mnie ogladać i świecic na buzię jakimś czerwonym światełkiem:
"No więc Pani Basiu, u Pani chcę przeprowadzić leczenie na zasadzie jazdy bez trzymanki"
" yyyyy ??? " 
"Na polskim rynku dostępne są 4 rodzaje leków z izotretinoiną, mają tą samą substancję aktywną ale różnią się substancjami pomocniczymi tzw. nośnikami i głębokością penetracji w skórze... Będzie Pani leczona niekonwencjonalnie pomieszaniem tych leków w trakcie trwania kuracji, proszę ścisle przestrzegać przyjmowania i upierać się w aptece, aby nie zamieniali leków. Mogą twierdzić ile chcą, że to jest to samo, ale Pani musi ściśle przestrzegać moich zaleceń" (pan doktor jest tak pewny tego co mówi, że nie można mu nie wierzyć, że wie co robi).
Oczywiście zgodziłam się bo to pierwszy lekarz, który wg mnie wie co robi, nie ma zdań typu a może teraz spróbujemy tego czy tamtego, nie. Będzie tak a tak i koniec.
"Widzę, że teraz zacznie się na Pani twarzy armagedon (szit!), proszę się z tym liczyć, będą wychodziły zmiany ropne, często w okolicy żuchwy"... czerwone światełko prawdę ci powie? skąd mu to przyszło do głowy? przecież mam w miarę czystą cerę na dzień dzisiejszy. Dziwiłam się tylko do wieczora, kiedy to poczułam na moim cholernym prawym policzku jakąś podskórną gulę, która już dziś rano powitała mnie bólem oraz czerwonym, wstrętnym kolorem. Oprócz tego pojawiła się masa wągrów..
Kurza twarz, doktor - jasnowidz!
No ale nic, trzeba cierpieć aby potem mogło być lepiej. Najgorszą dla mnie rzeczą jest nowa maść która po nałożeniu na twarz wygląda jak olej, nie wiem jak zrobię na tym jutro makijaż do pracy.

Obecnie moja kuracja wyglada tak:
- 1 opakowanie Izoteku (wychodzi na 1,5 tyg chyba), 
- po zakończeniu Izo mam Axotret, również lek z izotretinoiną (nota bene lek o prawie 30zł tańszy niż Izotek!)
- do tego 3x dziennie musze nakładać tą smalcowatą maść Baneocin :-(
- Tulip na zbicie cholesterolu

Skutki uboczne:
- suche usta
- trochę wrażliwe oczy

No i żeby tradycji stało się zadość poniżej wrzucam zdjęcia mojej buzi w stanie obecnym, zrobiłam je dzisiaj. Skóra wygląda źle a uroku na pewno nie dodaje jej tłusta maść, ble. 

Cały czas czekam na Wasze historie! Dostałam już co nieco więc wktórce pierwsza odsłona mojego/waszego cyklu opowieści.

pozdrawiam wszystkich walczących i niech moc będzie w Wami! :)
Prawy policzek z gulą przy nosie... boli mnie przez nią pół twarzy :(

Na lewym jak widać też nie dzieje się za dobrze... a było już tak pięknie...

Mona liza oblana tłuszczem z gulą koło nosa... AAAAA

Monday, 22 October 2012

O co chodzi z ta wodą??? z cyklu: czego najczęściej szukacie w internecie.

Programy do liczenia statystyk odwiedzin danego bloga mają wiele zalet, jedną z nich jest to, że widać pod jakim hasłem ktoś do mnie trafił poprzez wyszukiwarkę. Postanowiłam, że do najczęściej powtarzających się haseł zrobię posty, ponieważ zdaje się, że wiedzy na dane tematy nigdy za wiele. Zamin przejdę dzisiejszego tematu, to nie mogę nie napisać, że jednym z haseł, które ktoś wpisał do googla i trafił na moją stronę było: poznam cudzoziemkę. Jakież musiało być zdziwienie dotycznego, jak zobaczył na pierwszej stronie moją pryszczatą twarz. Wy wiecie, dlaczego cudzoziemka, i dlaczego w kraju kobiet, bo tak czułam się w szkole średniej wśrod innych dziewczyn z ładnymi i gładkimi gębiszonami.
Ale do rzeczy. Jednym z haseł, które zwróciło moją uwagę i podniosło cisnienie było mycie twarzy samą wodą dobre na trądzik... Nie wiem, czy ta metoda kiedyś komuś pomogła, sama spotkałam się z nią na jakimś forum. Chodzi o całkowite wyeliminowanie wszelkich kosmetyków i mycie twarzy tylko i wyłącznie samą wodą. Zero kremów, żeli, tylko i wyłącznie woda. Cóż metoda tania bo wodę każdy w kranie ma, do dziś jednak nie rozumiem jak może ona pomóc zwalczyć trądzik, ponieważ woda wysusza a każdy kto ma trądzik wie (albo chociaż powinien wiedzieć!), że skóry trądzikowej nie należy przesuszać. Oprócz tego mycie twarzy samą wodą nie likwiduje przyczyny trądziku czyli nadmiernego wydzielania sebum, które potem zatyka pory. Tonący brzytwy się chwyta, każdy z nas, kto walczy z trądzikiem zawsze ma nadzieję, że a nóż widelec mnie się uda i dana "metoda" mi akurat pomoże.
Ale woda to tylko woda, i tak już zostanie.

Kochani, jedna z moich czytelniczek podrzuciła mi świetny pomysł na cykl na moim blogu. Wiele z Was ma podobne historie do mojej, może inne. Podzielcie się nimi ze mną (mój email znajdziecie na stronie głównej) a ja opublikuję je tutaj. Dzielmy się swoim doświadczeniem, aby dać rady i przestrogi tym, którzy swoją walkę dopiero zaczynają! Co o tym myślicie? Możecie być inkognito, możecie posłać zdjęcia Waszych wyleczonych/ciągle leczonych buziek. Chcę poznać Wasze historie, zebrać tutaj Wasze doświadczenia i dzielić sie z innymi. Co Wy na to??????????
Czekam z niecierpliwością zatem na Wasz odzew, liczę na Was!

U mnie buzia coraz lepsza. W sobote kolejna wizyta u dermatologa (to już miesiąc na Izoteku! czas leci niesamowicie). Odebralam dziś wyniki krwi i niestety cholesterol ponad normę... cena jaką się płaci za gładką, nietłustą buzię i możliwość mycia włosów 1x w tygodniu!!!
Zobaczymy co powie lekarz, a póki co wrzucam aktualne zdjęcia mojej buzi.

Edit: aaaa zapomniałam o skutkach ubocznych, po miesiącu stosowania:
- najbardziej dokuczają mi suche usta, nie ruszam się nigdzie bez pomadki; zaliczyłam też 1 zajada w kąciku ust, ale w jeden dzień uporał się z nim Penaten krem,
- oczy wrażliwsze i jakby szybciej się męczą (cały dzień gapię się w ekran komputera) ale nadal z powodzeniem noszę szkła kontaktowe Day&Night,
- skóra buzi wrażliwa na pocieranie np. ręcznikiem, trochę suchych skórek szczególnie wokół gojących sie niespodzianek, ale nie wyglada to źle, 
- pojawił sie łupież na na lini włosów oraz skóry (musiałam zadziałam Nizoralem)
Tyle jak na razie:)

pozdrowienia dla wszystkich i czekam z niecierpliwością na Wasze historie!
Prawy "gorszy" policzek, wypryski z początkowego wysypu powoli się goją.

Lewy policzek.



Gdyby nie ten cholerny prawy policzek to byłoby już tak pięknie :)

Thursday, 11 October 2012

Trochę aktualnych zdjęć mojego gębiszona czyli fotorelacja z leczenia Izotekiem

Po tym, jak Ziemolinka uczyniła mnie sławną linkując mnie u siebie na blogu dostałam od Was wiele ciepłych słów otuchy za które wszystkim bardzo ale to bardzo dziękuję.
Często pojawiały się też komentarze, że przecież mam ładną buzię i nie widać, aby działo się na niej coś niedobrego. Lata posiadania trądziku na twarzy nauczyły mnie technik dobrego makijażu, dobrego kamuflażu. Mając w ręku odpowiednie produkty do makijażu można naprawdę wiele ukryć. Jedyna rzecz, którą ciężko zamaskować to blizny potrądzikowe, bo tych "dzięciołowych" dołeczków niesposób niczym przykryć. Dlatego rączki precz od wyciskania!!! (nota bene hasło: "jak przestać wyciskać" jest najczęściej wpisywanym w wyszukiwarkie przez czytelników, którzy trafiają na mojego bloga! wyciskanie to prawdziwa plaga, nałóg z którym trzeba walczyć). 
Wracając do mojego gębiszona, bo o tym jest dzisiejszy post, chciałam Wam niżej pokazać jak na chwilę obecną wygląda moja skóra, zdjęcia były zrobione wczoraj przy dziennym świetle.
Dermatolog ostrzegł mnie, że na początku kuracji stan skóry może ulec pogorszeniu, i tak też się stało. Nie ma tragedii (ba, co do dla mnie!), obsypało mi głównie linię żuchwy, okolice ust oraz nosu. Skóra jest napięta oraz lekko zaczerwieniona, łuszczy się na nosie oraz przy granicy z włosami co niestety powoduje łupież (ale jest to do przejścia).  
Zauważyłam już zmniejszenie przetłuszczania się cery, cudownie jest rano wstać i nie czuć oleju na twarzy. Pory są ładnie domknięte i pryszcze szybko sie goją. Zniknęły pryszcze na dekoldzie! Zostało jeszcze parę dziadów na plecach. 
To tyle jak na razie.

Pozdrawiam wszystkich cieplutko, bo u mnie juz 0 stopni za oknem,
BAsiA


Komentarz uważam za zbędny, widać go w moich oczach...


Prawy policzek, na którym mam niestety liczne blizny. 


Lewy policzek z zaskórnikami oraz nowymi zmianami, mam tutaj mniej blizn i są płytsze, ale to i tak marna pociecha biorąc pod uwagę całą twarz.




Monday, 8 October 2012

Wchodzenie po raz drugi do tej samej rzeki... czyli dlaczego zdecydowałam sie na ponowną kuracją Izotretinoiną.

Witajcie, posucha była wielka na blogu, ale przychodzę do Was z tematem, który jest gorący i wielu na pewno zainteresuje.
Wszystko zaczeło się od mojej koleżanki z Leszna, która już jakiś czas polecała mi swojego dermatologa (uściślając to dermatolog-alergolog). Pomógł bardzo wielu osobom z jej otoczenia, w tym także jej oraz jej mężowi. I nie chodzi tutaj tylko o trądzik, ale też inne sprawy skórne, nie rozwodząc się - powiedziała, że jest dobry.
No i skusiłam się, zgłosiłam się do niego jako tzw. trądzikowiec po przejściach (x dermatologów przemielonych, x leków, maści oraz kremów, 15 lat przymusowego walczenia). Zresztą kto mnie czyta regularnie sam wie, jaka jest moja historia.
Zanim weszłam do gabinetu, koleżanka otrzegła mnie abym była przygotowana na to, że pan doktor jest specyficzny... yyyyy tzn. ze parę osób już mu trzasneło drzwiami...Poczekalnia na wpół pusta (a co, trzeba być optymistą, nie mogę przecież napisać, że była na wpół pełna...).
Dodam, że to była sobota (co akurat mi jest bardzo na rękę z racji tego, że mieszkam w innym kraju niż pan doktor); na jedną osobę przypadało ok 20min, swoje jednak trza było odczekać więc weszłam po 1.5 godz czekania.
Po papierkowej robocie, kartotekach, funduszach zdrowia i peselach padło pytanie, z czym przyszłam (choć z racji tego, ze byłam bez makijażu to bylo raczej pytanie retoryczne). Musiałam jeszcze pokazać plecy i dekold a potem usłyszałam od pana doktora: no dramat, jest bardzo źle...

Dowiedziałam się, że mam do wyboru TYLKO 2 rzeczy:
a) leczenie za pomocą złuszczania naskórka, aż się dojdzie do skóry własciwej. Wygląda to nieładnie, bo w początkowej fazie przypomina się jaszczurkę. Efek utrzymuje się przez 6 miesięcy, potem nawrót choroby (piszę Wam mniej wiecej tak, jak mi to przedstawił dermatolog, bez ubarwiania, bez naciągania, kawa na lawę),
b) leczenie Izotekiem... tutaj od razu się wtrąciłam, że ja już byłam leczona Aknenorminem (odpowiednik Izoteku tylko pod inną nazwą). Pan doktor zapytał o dawkę i czas leczenia... okazało się, że byłam leczona zarówno za małą dawką jak i w za krótkim czasie (i jak tu #$%#^& wierzyć lekarzom!!!). Niestety kuracja ta była od początku skazana na niepowodzenie.
- "Pewnie leczyła Panią kobieta"...
- ..... (jasnowidz czy co?) "Tak Panie doktorze"...
- "No, bała się dać porzadnej dawki... jeżeli zdecyduje się Pani ponownie na leczenie Izotekiem to teraz jest już tylko 80% szans na zupełne wyleczenie... a tak byloby 100%. Będzie to kuracja bardzo długa (około roku), droga i bardzo nieprzyjemna, będą duże skutki uboczne bo dawka będzie maksymalna. Decyzja należy do Pani, innych opcji nie ma."

Spodobała mi się jego rzeczowość, to są opcje, takie będą wyniki. Take it or leave it.
Nie wiem, czego oczekiwałam jak tam szłam. Po cichu liczyłam, że wyciągnie jakąś maść-cud, tutaj proszę nakładać 3x dziennie i trądzik minie jak ręką odjął... niestety.
Zdecydowałam się na leczenie Izo... będę się tutaj z Wami dzielić wszystkim, co dotyczy tej kuracji.
Postaram się Wam wrzucić zdjęcia z wielkim zbliżeniem mojej twarzy w stanie obecnym, raz w miesiącu będę wrzucać update. Mam na prawym policzku dużo blizn (pokazywałam Wam już na jednym zdjęciu), które pan doktor za rok będzie usuwał laserem.
To ostatnia moja walka, jeżeli tym razem się nie uda, to oświadczam wszem i wobec, że pogodzę się ze swoją pryszczatą buzią.

2tydz. kuracji Izotekiem:
- dawka 3x dziennie 20mg,
- 3x dzinnie smarować twarz Metronidazolem,
- koszt: wizyta u dermatologa 100zl, 3op Izoteku oraz Metronidazol: 300zl
- nastepna wizyta: 27.10., do tego czasu zrobic testy krwi.

Skutki uboczne:
- suchość ust (nie ruszam się nigdzie bez pomadki),
- płaczliwość (chociaż zblizają się "moje dni" więc ciężko stwierdzić, czy to tylko i wyłącznie wina Izo),
- łuszcząca się skóra nosa,
- mały wysyp pryszczy (głównie linia zuchwy oraz broda),
- zapobiegawczo stosuję kurację natfą kosmetyczną z sokiem z pokrzywy na włosy, bo boje się, że zaczną lecieć.

Rezultaty:
- widocznie zmniejszone pory,
- zniknęły wągry z nosa (pewnie przez to intensywne złuszczanie),
- zniknęły pryszcze z dekoldu

Nadal nie jestem przekonana do tej kuracji i źle mi z tym, że truję swoje ciało, ale już się zecydowałam więc trzeba iść dalej. I znowu jest nadzieja, że będę wyleczona... ale jest też strach, że i tym razem polegnę...

BAsia

P.S. Jeżeli ktoś z Was jest z okolic Leszna to mogę polecić tego dermatologa.