Monday, 30 April 2012

Ochrona przeciwsłoneczna dla skóry trądzikowej

Przepraszam za małą przerwę blogową. Tak na przeprosiny zaczynam z najbardziej wyczekiwanym przez was tematem czyli ochorną przeciwsłoneczną. Nadchodzi lato (ostatni weekend to potwierdził) a z nim dużo słońca, ciepłka czyli rzeczy, których skóry trądzikowe generalnie nie lubią. I choć wielu z Was może się wydawać, że skóra poprawia się w ciągu lata, to jest to efekt przejściowy i na jesieni następuje zwykle pogorszenie, któremu towarzyszy duża nadprodukcja sebum. Oprócz tego słońce powoduje fotostarzenie się skóry więc unikanie go spowalnia proces starzenia :) Jak się zatem chronić przed słońcem? Opowiedzią wydają się być kremy z wysokim UV filtrem... Hmm jest ale jedno ALE - wszystkie są strasznymi tłuściochami i nakładając je na skórę trądzikową coprawda chronimy ją przed słońcem, ale niestety kosztem zapychania porów. 
U mnie było tak. 
- najpierw rzuciłam się z zapałem na ultra wysokie filtry SPF 50 z Biodermy, La Roche Possay, Vichy. Wielki to był błąd oraz pieniądze wyrzucone w błoto. Skóra jak polana olejem, świeciła się jak latarnia morska i przez cały dzień marzyłam tylko aby zmyć to świństwo z twarzy. Nie byłam w stanie zmatowić buzi żadnym pudrem. Po umyciu skóra podrażniona, pokryta wysypką lub podskórnymi gulami (w zależności od marki kremu)
- kupiłam sobie krem do opalania dla dzieci z Avonu - nie będę nawet tego komentować, do dziś nie rozumiem jak mogłam tym  posmarować twarz...
- potem rzucałam się na nowinki np. kremy przeznaczone specjalnie dla cery trądzikowej, niekomodogenne ochy i achy (poniżej zdjęcie takiego delikwenta, co już 2 lata mi leży w szufladzie i nie wiem za bardzo co z nim zrobić...) Krem masakra, nałożyłam go sobie teraz na rękę i sami możecie zobaczyć - prawdziwa ręka trupa a dałam tylko troszeczkę kremu, nie wchłaniał się, śmierdział, tłuścił. Nie wiem jak można coś takiego reklamować jako produkt do skóry trądzikowej. 


Ręka trupa czyli Avene SPF 30 dla skóry trądzikowej :)

- potem długi czas stosowałam pudry mineralne Bare Minerals, które mają bodajże SPF 15 ale wiadomo, że ta malutko, ale przynajmniej mnie nie zapychały i na zimę OK, ale nadal szukałam ideału...

W chwili obecnej jestem zwolenniczką 2w1 czyli tonujący krem z filtrem albo podkład z filtrem abym dodatkowo nie musiała obciążać skóry zbyt wielką ilością kosmetyków - szczególnie w lato jak całość lubi po prostu spływać z buzi przy upale. Nie jestem zwolenniczką ultra wysokich filtrów (SPF 50 lub więcej), szczególnie jak cały dzień siedzimy w pracy lub w szkole, bo uważam, że przy skórze trądzikowej robią więcej szkody niż pożytku. 
POLECAM:
- kremy ochronne firmy Christina (firma Izraelska, mało znana w PL ale BARDZO dobra). Od lat jestem wielką fanką kosmetyków tej właśnie firmy, poleconej przez znajomą. Jest to marka gabinetowa ale  spokojnie można skontaktować się z dystrybutorem na PL i oni polecą albo gabinet, gdzie można kupić albo hurtownię. Ich 3 kremy z serii SunScreen maja SPF 25, jeden jest tonujący, ale nie jest to mega krycie. Niemniej jednak nie zapychają! (http://www.christina-cosmeceuticals.com/pl/index.html)
Jeżeli chcecie zrobię Wam szerszą recenzję kosmetyków Christina, bo używałam/używam wiele z nich i zawsze byłam zadowolona (oprócz serii przeciwtrądzikowej bo przesuszała jak każda inna).
- krem BB Clinique, o którym już Wam wcześniej wspomniałam. Ma SPF 30, 5 kolorków bodajże do wyboru, świetne krycie, wydajny, dobrze się wchłania i nie zapycha! Poniżej zdjątko mojej łapki z kremem BB, widać jak krem ładnie przykrył moje żyły :) 

- oprócz kremów na codzień, jeżeli jesteście na słońcu parę godzin (plaża, ogródek, spacer) - nie ruszam sie nigdzie bez kapelusza z szerszym rondem, który chroni moją twarz. Jeżeli leżę plackiem na plaży to na buzi mam zawsze koszulkę, nigdy nie wystawiam paszczy bezpośrednio na słońce, zawsze mam ze sobą parasol plażowy i uciekam do cienia :)
To chyba tyle rad na dziś, uważajcie na słońce! Nie dajcie się zwieść chwilową poprawą stanu skóry. Poniżej mój kapelusz, jestem trochę snięta na zdjeciu, ale chciałam Wam pokazać o jaki typ kapelusza mi chodzi :)

Zapraszam do komentowania, chętnie odpowiem na Wasze pytania.
buziaki i miłej majówki!
BAsiA

Thursday, 26 April 2012

FAQ: Dlaczego trądzik wygląda gorzej po umyciu twarzy?




Witajcie kochani! Jestem trochę chora więc miałam małą pauzę w blogowaniu, ale mam nadzieję, że dzisiejszy topic Was zainteresuje, a ja w miarę szybko stanę na nogi. 
Otóż o co chodzi. Czy macie tak, że jak wstajecie rano to buzia (mimo zmian trądzikowych) wygląda po prostu dobrze? Trądzik jest jakby przygaszony, skóra jest ukojona i wypoczęta, po prostu wygląda lepiej? A potem idziecie do łazienki się umyć i nagle patrzycie do lustra a tam twarz zaogniona, pryszcze jakby większe i  bardziej widoczne. A wszystko to tylko po zwykłym umyciu buzi. Zastanawialiście się pewnie, czy mycie twarzy rano powoduje pogorszenie się trądziku. 
Odpowiedź brzmi: NIE. Dlaczego zatem skóra zmienia się po umyciu?
W czasie snu odpoczywamy a nasze ciało regeneruje się, najbardziej ze wszystkiego regeneruje się właśnie skóra. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale podczas snu nasz organizm preżnie działa aby się zregenerował (dlatego sen jest tak ważny). Nie poleca się  jeść przed snem, a to dlatego, że wtedy nasze ciało będzie zajęte trawieniem i nie poświeci już regeneracji tyle czasu oraz energii. Skóra "leczy się" gównie w nocy i 8h snu jest optymalne, aby zdążyła z wszystkimi procesami odnowy. 
Budząc sie rano powoli rozkręcamy się i nasze umysły są zajęte tym, co musimy dziś zrobić, co zjeść na śniadanie, krew zaczyna krążyć szybciej itd. - i wtedy nasz organizm nie może już poświęcić swej uwagi skórze. 
Myjąc buzie pocieramy skórę, a pocieranie wzmaga krążenie krwi, dlatego też twarz wydaje nam się bardziej czerwona, pryszcze większe. Mycie buzi rano jest dobre, a towarzyszący temu efekt czerwonej twarzy jest zjawiskiem naturalnym. Należy też pamiętać, że regeneracja skóry po przebudzeniu zatrzymuje się, ciało jest zajęte innymi sprawami.
Ta czerwoność powinna minąć po paru godzinach o ile w międzyczasie nie będzie żadnego wyduszania niespodzianek i użyjecie delikatnych kosmetyków. Każdy z nas jest inny i każdy ma inną skórę więc u mnie zaczerwienienie zniknie np. za 1godz., u kogoś innego za 3godz. 
Ciekawa jestem, czy też tak macie?
A jak mój post o diecie? Stosuje ktoś? Coś milczycie ostatnio :)
pozdrawiam serdecznie,
BAsia XXX

Tuesday, 24 April 2012

Dieta a trądzik


Witajcie kochani. Było o wyciskaniu, było o makijażu, było o czekoladzie a dzisiaj chciałam napisać o swojej diecie tzn. co jem a czego unikam. Dostałam od Was parę pytań na ten temat więc proszę bardzo. Od razu zaznaczam, że nie znoszę słowa dieta i jak tylko mi ktoś zakaże czegoś jeść natychmiast mam na to ochotę :)
I od czasu do czasu skuszę się na jakieś śmieciowe jedzonko przypłacając to potem jakimś wulkanikiem ale to nie jest regułą, nie zawsze (ale często) po zjedzeniu hamburgera mam pryszczola na buzi na następny dzień. 
Na temat diety i trądziku są 2 szkoły: jedna, która uważa, że dieta nie ma nic wspólnego z powstawaniem trądziku, druga, która uważa, że dieta ma wpływ na to, jak wygląda nasza buzia, plecy, dekold. Ja zaliczam się do tej drugiej, bo przetestowałam na sobie i wiem, że to działa (a jak nie działa to na pewno nie zaszkodzi, więc dlaczego nie spróbować). 
I dieta na pewno nie wyleczy twojego trądziku ale może go w dużej mierze uspokoić i zmniejszyć!
Oto jakie zmiany ja wprowadziłam w mojej diecie aby oczyścić ciało w jak największym stopniu ze złogów zalegającego w nim jedzenia. Bo nie czarujmy się, nie każdy z nas ma super 100% przemianę materii a to, czego nasze ciało nie przemieli od razu, leży sobie i gnije w jelitkach. Więc aby pomóc tej masie szybciej ujrzeć światło dzienne polecam jak niżej :)
- zero mleka krowiego i wszystkich produktów pochodnych (jogurty, sery). Zamiast tego pije mleko sojowe lub ryżowe, jem jogurty sojowe oraz sery owcze i kozie. Na początku ciężko się przestawić, ale wszystko jest do przejścia
- siemię lniane - co wieczór szykuję sobie do szklaneczki 1 łyż. stołowa siemia (rozgniecionego w moździerzu), do tego 2 suszone śliwki, zalewam do połowy wodą i zostawiam na noc. Soki z siemia wydostaną się przez noc i całość (siemię, śliwki oraz wodę) wypijam następnego dnia na czczo.
- co wieczór przed pójściem spać zjadam 3 suszone śliwki
- codziennie na śniadanie - po siemiu lnianym - jem tzw papkę. Robi się ją bardzo prosto: 1L mleka sojowego, potem od oka posiekane migdały, orzechy włoskie, rodzynki oraz jakiekolwiek muesli bez cukru. To wszystko podgrzewamy na ogniu, dodajemy w miedzyczasie tzw. melasę aby papka była choć trochę słodka. Ilość składników zależy od Was, czy chcecie aby masa była bardziej zbita czy bardziej wodnista. Całość trzymam w lodówce i codziennie rano sobie jem na sniadanie. Smakuje dobrze, zasyci i jest szybkie. 


To jest moja podstawa do tego, aby utrzymać jelitka czyste i masy (wiadomo jakie) w ciągłym ruchu! Jedziemy dalej.
- wypijam min. 1.5L wody dziennie
- 2x dziennie piję herbatkę tzw. Gotu Kola (jej liście mają ponoć działanie odtruwające i odmładzające działanie), dobry jest też bratek
- staram sie unikać czekolady; jak już, to jem tylko gorzką
- nie pijam żadnych gazowanych napojów - ZERO
- nie pijam ciężkich alkoholi, max. lampka wina ale to też sporadycznie
- nie jem bialego pieczywa
- unikam śmieciowego jedzenia: pizza, hamburgerów,frytek itd.
- nie palę

Całość stosuję już od pary miesięcy a efekty widzicie na moich zdjęciach:) Dieta jest prosta w obsłudze i nie ma z nią za dużo roboty. 
Mam nadzieję, że niczego nie zapomniałam, jakby coś mi się przypomniało to dopiszę.

Dajcie znać, jakie są wasze sposoby żywieniowe na piękną cerę.
Ściskam i pozdrawiam serdecznie ;-*
BAsia XXX

P. S. Nie wspomniałam o owocach i warzywach, ale każdy wie, że są zdrowe i należy je włączyć do swojej codziennej diety :) 

Sunday, 22 April 2012

Lotniskowe zakupy oraz siła makijażu


 Witajcie moi drodzy! Na początku bardzo Wam dziękuję za pomysly na nowe posty, wszystko sobie dokładnie zanotowałam i pracuję już nad zbieraniem info aby znowu Wam wszystko łopatologicznie przedstawić :) 
W piątek mój TŻ (długo nie miałam pojęcia co oznacza ten skórt, bardzo często pojawia się on na różnych forach i wiedziałam, że oznacza po prostu naszego partnera. Niemniej jednak dla tych, którzy nie znają jeszcze tego skrótu - Towarzysz Życia :-) - ładnie w sumie). No więc TŻ przywiózł mi z lotniska w Dani moje zamówienie kosmetyków Origis (jestem wielką fanką tej marki), poniżej możecie zobaczyć moje skarby :-P 
* Olejek do demakijażu - na razie używam Purity od Philosophy do mycia, ale szału nie ma (zdjęcie Purity znajdziecie w poście o mojej codzinnej pielegnacji). Wcześniej miałam olejek arganowy Josie Maran i byłam zadowolona, więc postanowiłam wrócić do olejowania (oczywiście najpierw muszę zmęczyć Purity).
* Dr. Weil Mega-Mashroom Skin Relief Soothing Lotion - do tej pory używam serum, ale na lato postanowiłam przerzucić się właśnie na ten lotion, powinno być podobne działanie ale w lżejszej formie,
* Dr. Weil Mega-Mashroom Skin Relief Soothin Face Cream - używam cały czas wraz z serum z tej samej serii i jestem mega zadowolona. Oba te produkty ładnie nawilżyły moją buzię i co za tym idzie wyregulowały produkcję sebum. 
* Dr. Weil Mega Bright Skin tone correcting serum - czyli serum korygujące dla skóry z przebarwieniani potrądzikowymi, plamami od słońca; produkt ma bardzo pozytyne recenzje więc jestem ciekawa, czy u mnie cokolwiek rozjaśni. Mam zamiar zacząć go stosować po skończeniu serum z grzybkami, które teraz mam otwarte, zostało mi jeszcze pól butelki więc może tak za 2 miesiące zacznę :) Jeżeli będziecie mnie jeszcze wtedy czytać to na pewno zdam relacje jak się to serum korygujące spisało.


A teraz niespodzianka! Postanowiłam pokazać Wam, jak wyglądam przed nałożeniem makijażu oraz po (tylko się nie wystraszcie hehe). Jedna dziewczyna mi pisała, że nie potrafi sie malować więc chodzi bez makijażu i bardzo się wstydzi tego, co ma na twarzy. Ja na codzień jestem zwolenniczką lekkiego makijażu (tzw. no make-up) czyli przykrywasz wszystko co trzeba ale buzia nadal wygląda w miarę naturalnie. 
Kiedyś nie pokazywałam sie bez makijażu nikomu, nawet sama na siebie nie byłam w stanie patrzeć bez makijażu. Teraz już nie mam tego problemu chociaż wiem, że moja cera nadal pozostawia wiele do życzenia (pozostały blizny, przebarwienia, czasami jakiś nowy pryszcz wyskoczy). 
Zdjęcia robiłam w oknie aby światło było naturalne, na buzi nie mam nic oprócz kremu z grzybkami (krem jest bez koloru), nie rasowałam się żadnym photoshopem, po prostu ja po tym, jak wstaję z łóżka :)
Jeżeli chcecie, abym nagrała krótki filmik o tym, jak robię codzienny makijaż to napiszcie, na pewno pojawi się post z moimi kosmetykami do makijażu (choć nie ma ich za dużo, bo nie jestem zwolenniczką silnej tapety).
Buziaki, trzymajcie sie cieplutko i miłej niedzieli!
BAsia XXX


Włosy mam strasznie bo to naprawdę na chwilę po wstaniu z łóżka :) Na prawym policzku mam 2 duże pieprzyki, które wyglądają jak przyszcze ale nie są :) Cerę mam baaardzo bladą i dlatego też lubię się troche podmalować  ale nie przypominać córki młynarza. 
A tutaj zdjęcie ze wczoraj. Szliśmy do znajomych na grila, na buzi mam podkład Guirlain oraz bronzer Diora.
Dajcie mi znać, jeżeli chcecie abym zrobiła dokłady opis tego makijażu.
Jak sami widzicie, różnica przed i po jest znaczna :)

Thursday, 19 April 2012

Dlaczego nie powinno się wyciskać pryszczy, wągrów, zaskórników ani innych "niespodzianek"

Witajcie kochani, dzisiaj gorący temat :) Każda osoba borykająca się z trądzikiem wie, że nie należy wyciskać ALE wszyscy wyciskają, nieprawdaż? Wyciskamy aby sobie "pomóc", aby "przyspieszyć gojenie", czasami z nerwów albo po prostu z przyzwyczajenia. A wkoło każdy mówi, nie rób tego, bo tylko sobie pogorszysz sprawę. No dobra, ale dlaczego? Dlaczego wyciskanie jest beee?
Na początek różnica między węgrem a pryszczem:
- wągry - małe czarne kropeczki, bardzo często siedzią na nosie lub w jego okolicy, lubią też brodę, czoło; wyciskając je ze skóry wydostają się wężykiem. Jest to pryszcz otwarty, nie jest przysłonięty wartwą naskórka, na jego powierzchni powietrze się utlenia dlatego biała ropa, którą każdy z nas zna zmienia kolor na czarny,
- pryszcze z białymi główkami każdy wie jak wyglądają i wszyscy chcemy się ich pozbyć w pierwszej kolejności, ponieważ są one bardzo widoczne; po wyciśnięciu wystrzeliwują na lutro z prędkością błyskawicy. Jest to zamknięta odmiana wągra, pokrywa go warstwa naskórka tzw. epiderma, która wraz z martwymi komórkami naszej skóry, nadmiarem sebum oraz bakteriami, blokują ujście poru i nie mogą wydostać się na zewnątrz. 
Każdy z nas wie, że na rękach znajduje się mnóstwo bakterii :) Więc wyciskanie (ale również dotykanie!) powoduje nic innego, jak roznoszenie bakterii po buzi. 
Spójrzcie na poniższy schemat skóry i zwróćcie uwagę na 2 warstwy:
*skóra właściwa, stąd się bierze np. krew na nasze blizny potrądzikowe, jeżeli dusicie pryszcza i pójdzie krew, to najprawdopodobniej krew ze skóry właściwej i blizna murowana, 
*naskórek, to właśnie ta cieniutka warstwa na samej górze, która zmienia się, łuszczy, odnawia,
I teraz ważna rzecz, włos. Owłosienie mamy na całym ciele oprócz dłoni oraz stóp. I ten włosek sobie rośnie otoczony taką "torbą" (mam nadzieję, że to widać i wiecie o co mi chodzi hihi) oraz wyrasta sobie na powierzchnię naszej skóry. Pryszcz tworzy się właśnie w tej torbie, bakterie wędrują sobie do trzona włosa i tam się mnożą. I włącza się wtedy mechanizm obronny, bo łopatologicznie rzecz biorąc, włoskowi się nie podoba, że ma koło siebie bakterie i prosi gruczoły łojowe o pomoc w wyprodukowaniu sebum aby niejako wypłukać bakterie z trzonu. I wszystko by było OK, gdyby nasz naskórek był w stanie się naturalnie sam złuszczyć i usunąć paczkę - niespodziankę od włoska. Ale tak nie jest i wtedy dochodzi do zablokowania poru, pojawia się infekcja, pryszcz rośnie a resztę już znacie. 
Ciekawostka turystyczna: Na obrazku widać, że jakiekolwiek preparaty złuszczające nie pomogą na głębokie gule, ponieważ siedzą one we skórze właściwej, a nie w naskórku, a jak już wyżej napisałam złuszczeniu ulega tylko naskórek.
Wracając do wyciskania: jeżeli wyciskasz, to z reguły wyciskasz naskórek i trochę skóry właściwej. Efekt: nie pozbywasz się całego paskudztwa z trzonu włoska a resztę "posuwasz" głębiej! I wtedy nasza skóra się baaaardzo wnerwia, produkuje więcej łoju, my nadal ciśniemy i nie dajemy za wygraną aż w końcu może się stać (i staje niestety), że przerwiemy "torbę" z włoskiem, i to, czego chcielimśmy się pozbyć wymiesza się z krwią skóry właściwej i znajdzie sobie kolejnego włoska obok, gdzie się zaczai. A włosek znowu będzie walczył aby ten syf usunąć i oto z próby "pozbycia się" jednego pryszcza zyskujemy 1, 2, lub 3 nowe.


Aby się pozbyć pryszcza lepiej posmarować go Epiduo, Aknemycinem + lub innym sprawdzonym przez Was lekiem - ale nie wyciskajmy!!!
Przepraszam, że taki długi post wyszedł :)
Pozdrawiam cieplutko,
BAsia XXX

Wednesday, 18 April 2012

FAQ: Czy zbyt częste mycie twarzy może nasilać trądzik?

Witajcie kochani. Dzisiaj szybciutko, nawiążę trochę do wczorajszego postu o pielęgnacji i będzie o myciu. Ja miałam kiedyś obsesję na punkcie mycia: rano, po południu, wieczorem... Wszystko po to, abym przestała się świecić jak latarnia. Ale teraz już wiem, że nie należy jednak skóry trądzikowej myć za często.... zapytacie dlaczego?
Ludzie myślą, że skoro mają pryszcze, to umycie buzi pozwoli pozbyć się brudu oraz bakterii z powierzchni skóry. Niestety to nieprawda, zwłaszcza, jeżeli myjesz buzię tylko samą wodą możesz jeszcze bardziej roznieść bakterie po twarzy. Jeżeli natomiast używasz żelu antybakteryjnego/antytrądzikowego skóra zaczyna się przesuszać, i nie pomoże nawet krem nawilżający nałożony po umyciu. Skóra "zdaje sobie sprawę", że została bardzo oczyszczona i zaczyna produkować więcej sebum, aby sama mogła się nawilżyć. (stąd bardzo częsty efekt u osób z trądzikiem, że mimo iż skóra jest przesuszona oraz łuszcząca, to świeci się i jest bardzo tłusta). 
Myjąc buzię, usuwamy z niej barierę lipidową (cieniutką warstwę oleju oraz potu, która pokrywa skórę i ma za zadanie ją nawilżać). Jak tylko skóra "zorientuje się", że za często usuwamy z niej barierę ochronno/nawilżającą włącza się alarm i skóra stara się to warstwę uzupełnić i produkuje więcej sebum. Z jednej strony to dobrze, bo przesuszona skóra potrzebuje nawilżenia, z drugiej strony dla osób cierpiących na trądzik to nic dobrego, ponieważ nadmiar sebum zatyka nasze pory co prowadzi do powstawania stanów zapalnych.
Wynik jest prosty: im więcej myjesz, tym więcej sebum skóra będzie produkowała...
I jak już wspominałam w moim poście o pielęgnacji: wystarczy mycie tylko rano i wieczorem (jeżeli używasz make upu to najlepiej umyć buzię od razu po przyjściu do domu) i koniecznie należy pamietać o nawilżaniu. Nawilżanie skóry trądzikowej to podstawa! Skóra dobrze nawilżona nie będzie produkować nadmiaru sebum, bo nie będzie miała takiej potrzeby. 


Moje rady:
* oczyszczaj twarz tylko 2x dziennie, nie więcej;
* używaj delikatnych płynów/olejków bez dodatku mydła oraz SLS (Sodium laureth sulfate) lub płynów micelarnych np. Bioderma;
* używaj letniej wody (nie gorącej!) i baaardzo delikatnie masuj twarz (delikatnie jak płatek róży, nie szoruj jej bo tylko rozniesiesz sobie bakterie)
* delikatnie osusz (nie trzyj ręcznikiem/chusteczką ale delikatnie przykładaj do twarzy i pozwól, aby krople wody same się wchłonęły)


Mam nadzieję, że tekst przydatny! piszcie jeżeli macie pytania oraz sugestie na kolejne posty.
BAsia XXX

Tuesday, 17 April 2012

Codzienna pielęgnacja skóry trądzikowej - czyli my acne skincare routine :)

Kto ma skórę trądzikową ten wie - jej pielęgnacja to istny koszmar i wymaga wiadomości z dziedziny chemii (aby wiedzieć co nas może zapchać), dużej cierpliwości, wstrzemieźliwości, aby przy buzi nie majstrować (czyt. nie wyduszać syfków) i czasem też odrobiny szczęscia. Niestety często okazuje się, że to co świetnie pomogło koleżance u nas niestety klapa na całego... albo nawet gorzej. Więc proszę Was, abyście właśnie tak potraktowali post o mojej codzienej pielęgnacji, to że u mnie się sprawdza wcale nie znaczy, że sprawdzi sie i u Was, bo cera trądzikowa kapryśną cerą jest i tyle. Ale spróbować zawsze można :)
Zasada najważniejsza i podstawowa w pielęgnacjicery trądzikowej : NIE WYSUSZAJ A NAWILŻAJ!. Słuchajcie, ja bardzo poźno zrozumiałam, że właśnie tutaj robię błąd. Wiele razy skóre miałam suchą jak wiór, wręcz trudno było się uśmiechać, tak ciągnęło. Wynikiem takiego przesuszenia była MEGA tłusta skóra, która oczywiście zapychała sie z szybkością błyskawicy. ALe po kolei.
1. OCZYSZCZANIE.
2x dziennie, rano i wieczorem. Nie ma sensu myć buzi częściej, ponieważ raz, że niepotrzebnie zmywamy sobie lipodową barierę ochronną, w dwa, że mycie (tym bardziej wodą) też przesuszą naszą buzię. 
Rano przemywam twarz tylko i wyłącznie płatkiem kosmetycznym nasączonym Biodermą Sensibio H2O - najlepszy micel jaki miałam, zużyłam już X butelek i polecam z czystym sumieniem.
Wieczorem (tym razem już zmywam wodą, bo skóra jest bardziej zanieczyszczona niż rano) - używałam olejku arganowego ale mi się skończył. Teraz testuję Purity od Philosophy (produkt z USA, zachwycają się nim wszystkie US make up guru więc musiałam  wypróbować). Jak na razie idzie mu gorzej niż agranowi, bo pozostawia skórę troszeczkę ściągniętą, czego bardzo nie lubię, ale dosyć ładnie oczyszcza. Nie używam typowych żeli do skóry trądzikowej typu Avene czy LRP bo one za bardzo wysuszają moją skórę. Nie kupuję też żeli, które mają w składzie alkohol.  
1-2x w tyg. stosuję peeling enzymatyczny z Veld's. Marka mało znana (możecie ją dostać w Sephorze, dosyć droga), chciałam zaszaleć to sobie zafundowałam, ale to tak w ramach mojej miłości do testowania nowinek. Fajnie działa, skora jest gładka po użyciu (ma też działanie przeciwzmarszczkowe, bo ja już muszę prowadzić walkę i na tym polu, nie tylko z trądzikiem heh).
Przez moją wieloletnią trądzikową fobię, nie wycieram twarzy ręcznikiem tylko chusteczką higieniczną. Nie wiem, czy coś to daje (ponoć w ręczniku jest mnóstwo bakterii) ale ja psychcznie czuję się lepiej :)
2. PIELĘGNACJA PODSTAWOWA.
Staram się kierować zasadą: im mniej tym lepiej :)
Z aptecznych leków na trądzik już około roku jestem wierna duetowi: Epiduo (na noc cienka warstwa tylko na pryszcza) oraz Aknemycin+ (na dzień cienka wartwa tylko na pryszcza). Oba leki przepisuje lekarz, działają silnie, więc najprawdę trzeba uważać ile się nakłada. Np. mnie 15g opakowanie Epiduo starczyło na rok regularniego stosowania, wystarczy dosłownie troszeczkę.
Z nieaptecznych dobry jest krem, który poleciła mi znajoma z UK, bo niestety tylko tam go można kupić Dr. Nick Lowe Oil Control Day Cream. Zawiera salicylic acid, ładnie matuje oraz nie zapycha. Nie używam go codziennie, moze 2x w tyg, aby mnie ten kwas w składzie nie wysuszył. Generalnie zasada jest taka, jeżeli mam gorzej to stosuję apteczne, jeżeli buzia jest lepsza, to odstawiam apteczne i stosuję Dr Nicka :) Tylko na dzień.
A teraz moje absolutne odkrycie ostatnich 2 miesięcy - seria "grzybkowa" od Dr Weila dla marki Origins. Kupiłam zupełnie przypadkiem na lotnisku w UK i od wielu lat produkt, który mnie po prostu zachwycił. Serum Mega- Marshroom Skin Relief daje mojej skórze ukojenie, pięknie nawilża oraz spłyca moje pierwsze linie (zmarszczki). Stosuję codziennie rano i wieczorem na oczyszczoną buzię (pachnie trochę jak Polski Peeling Jadwiga jeżeli ktoś z Was stosował). Wieczorkiem dokładam na serum jeszcze krem z tej samej serii - dostałam 5 dużych próbek i już prację nad zakupieniem pełnowymiarowego opakowania. Oba produkty mnie zachwyciły. Po raz pierwszy w życiu, skóra się uspokoiła i już się nie świeci jak latarnia! 
3. PIELĘGNACJA UZUPEŁNIAJĄCA.
Jak każda z nas lubie czasem napaćkać na siebie jakieś maseczki (1-2x w tyg). I tutaj z czystym sumieniem mogę Wam polecić firmę Christina. Piewnie niewiele z Was te kosmetyki zna, ponieważ są one raczej gabinetowe, ale można je spokojnie w PL dostać przez dystrybutora. Firma izraelska, świetne kosmetyki (oprócz serii trądzikowej, która standardowo suszy na wiór), w miarę dobre składy. Bardzo lubię ich żel pod oczy (to niebieskie opakowanie), świetna seria BioPhyto. 

Ufff, i to tyle. Piszcie, jeżeli macie jakieś pytania, chętnie odpowiem. 
Trzymajcie się cieplutko. Buziaki!
BAsia XXX

Sunday, 15 April 2012

FAQ: Czy jedzenie czekolady może powodować/nasilać trądzik?

Odwieczne pytanie i dylemat każdego, kto zmaga się z trądzikiem. Moja pani dermatolog numer X na pierwszym spotkaniu, po tym jak przepisała mi antybiotyki oraz maści zaznaczyła kategorycznie: ZERO SŁODYCZY. A ja cóż, nie żebym się jakoś na codzień słodkim obżerała, ale od czasu do czasu lubię. Niemniej jednak ile w tym prawdy? Czy rzeczywiście jedzenie czekolady może nasilać trądzik? 
Trochę poszperałam, trochę na własnych doświadczeniach i oto moje wnioski.
Na początku trzeba uzmysłowić sobie, że istnieje wiele rodzajów czekolady: mleczna, biała, ciemna (gorzka). Zacznę od tego, że gorzka czekolada jest zdrowa. Jasne, że zawiera cukier, ale ma też wiele antyoksydantów oraz białka, im lepszej jakości (np. 70% od Lindta) tym więcej dobrych składników. Zatem, czy po zjedzeniu czekolady nasza skóra zareaguje wysypem pryszczy?
Otóż wiadomo, że produkty, które zawierają wysoki index glikemiczny (inaczej dużo cukru) powodują wzrost insuliny we krwi. Kiedy jemy cukier - insulina ma za zadanie go zwalczyć (dlatego np. diabetycy nie powinni jeść dużo cukru, ponieważ ich ciało nie produkuje insuliny i nie jest w stanie sobie z cukrem samo poradzić). Insulina to nic innego niż hormon, jeżeli wzrasta poziom insuliny, wzrasta też poziom androgenów (związków chemicznych, które biorą udział w przemianie materii; panowie mają o wiele większy poziom tego hormonu niż panie); również stres wpływa na wzrost poziomu androgenów... 
Więc jeżeli wzrasta nam poziom androgenów - nasza skóra pokrywa się trądzikiem!
Tak jest, wysoki poziom androgenów został potwierdzony naukowo, jako jeden ze sprawców trądziku. (dla zainteresowanych np. Diane 35 jest lekiem antyandrogenowym... słyszycie bicie dzwonów? :-) ). Można zatem sądzić, że skoro jedzenie czekolady (czy innego produktu zawierającego dużą ilość cukru) wpływa na wzrost insuliny, a ta wpływa na wzrost androgenów, a te z kolei są odpowiedzialne za powstawanie pryszczy - to widać tutaj związek przyczynowo - skutkowy jak na dłoni.
Więc odpowiadając na pytanie w poście... tak, technicznie rzecz biorąc czekolada może powodować występowanie trądziku, ale nie tylko ona, ponieważ chodzi tutaj o wszystkie produkty, które zawierają dużą ilość cukru (może nas po czekoladzie wysypać tak samo jak po serniczku domowej roboty). Oczywiście każdy z nas jest inny, ale jeżeli walczysz z trądzikiem już dluższy czas to może warto spojrzeć na swoją dietę. 
FAKT: Większość dermatologów ci powie: dobry sen, dieta czy picie wody nie mają nic wspólnego z trądzikiem - nie zgadzam się! Ale pomyślcie, gdyby dermatolog Wam powiedział śpij dużo to się wyleczysz, jedz zdrowo to się wyleczysz itd. to po prostu by na Was nie zarobili...Bo wtedy trądzik by zniknał, już byście do pana dermatologa nie wrócili, bo i po co, a on by nie dostał swojej kasy za recepty oraz wizyty. Więc dlatego nasza codzienna rzeczywistość u dermatologa wygląda tak: to ja pani/panu przepiszę to i śmamto, tutaj taki krem, tutaj to do mycia i proszę wrócić za 3 miesiące (a potem jeszcze nieskończenie wiele razy). I tak się kręci biznes kosmetyczno-antytrądzikowy...
Dlatego pamiętajcie, że jeżeli macie do wyboru pączek, sernik czy czarną czekoladę to po wszystkim może nas wysypać, ale czarna czekolada jest najzdrowsza.
Zatem jedzmy z głową :)
Pozdrawiam serdecznie
BAsia XXX

Wednesday, 11 April 2012

Blizny potrądzikowe oraz przebarwienia


 Trochę mnie nie było, brzuch po świątecznym obżarstwie jest więc czas najwyższy nadrobić zaległości blogowe. Otrzymałam od Was wiele zapytań o to, jak radzić sobie z przebarwieniami oraz bliznami potrądzikowymi, czyli takimi dołeczkami. Na rynku jest wiele specyfików, które obiecują usunięcie blizn ale niestety jest to proces bardzo czasochłonny, a im wcześniej zaczniecie leczyć tym większa szansa, że Wam się uda. Stare blizny oraz przebarwienia (jak u mnie) są niestety ciężkie do usunięcia a czasami jest to wręcz niemożliwe, ponieważ tkanka jest już dlugotrwale uszkodzona, i jej zdolność do regeneracji jest organiczona. 
Blizny:
- powstają na skutek dużych oraz głęboko osadzonych wykwitów, które uszkadzają tzw. skórę właściwą, przerywają jej strukturę, i skóra w tym miejscu, już nigdy nie wraca do pierwotnego stanu (trądzik bliznowaty)
- powstają na skutek nieumiejętnego wyciskania, które w to również powoduje uszkodzenie tzw. skóry właściwej, poniważ staramy sie wydusić coś, co powoduje głęboką ranę i potem się dzieje to samo co wyżej, (zauważ, że blizna nigdy nie utworzy się np. po wyciśniciu wągra).
Tworzenie się blizn, jest częścią normalnego procesu gojenia się rany.Uszkodzona skóra zostaje zastąpiona nową, dobrze unaczynioną tkanką, z licznymi włóknami kolagenu. W tej sposób organizm naprawia uszkodzenia i ubytki tkanek powstałe w wyniku procesu chorobowego (czyt. trądziku). Większość blizn nie wymaga specjalitycznego leczenia i goi się, bez interwencji "z zewnątrz" (zjawisko to nosi nazwę "dojrzewania blizn"). Pamiętajcie, że proces gojenia jest bardzo długi i może trwać nawet 2 lata!
Przebarwienia:
- to wszytkie blizny, które "przypali" słońce bez ochrony SPF, czyli np. wyciśniemy sobie buzie albo jesteśmy w trakcie terapii antybiotykami, maściami czy kremami, a biegamy sobie po słoneczku bez ochrony, wtedy możemy być pewni, że przebarwienia zyskane w ten sposób są praktywnie nie usunięcia. Dlatego tak ważna jest ochrona przed słońcem. I nie musi to być od razu SPF 50 jeżeli większość czasu spędzasz w biurze, szkole i nie jesteś wystawiona/y na bezpośrednie działanie promieni słonecznych. A wiadomo jak wyglądają takie kremy - tłuste mazidła, które coprawda zapewnią nam ochronę przed słońcem ale rownież zapchają nasze pory. 
Jak leczyć:
- kwasy oraz peelingi to najskuteczniejsza broń w walce z przebarwieniami i bliznami. Można kupić w aptece mniejsze stężenia np. Glyco A lub udać sie do kosmetyczki na zabieg kwasami (najczęściej owocowymi) o silniejszym kalibrze. Nie polecam lasera, bo jeszcze nikomu, kogo znam laser trądziku ani blizn nie wyleczył a wręcz przeciwnie, lekarze tylko przypalili skórę kilku koleżankom,
- jak macie dobrą kosmetyczkę to warto udać się na głębokie złuszczanie kwasami lub zafundować sobie serie zabiegów aminokwasami (te ostatnie to tak 1x w tyg.w serii 5-6 zabiegów). Kwas nakładany jest na powierzchnię skóry specjalnym pędzielkiem o pozostawiany na kilka minut. W tym czasie następuje proces "rozpuszczania" kolejnych warstw naskórka, co przejawia się pieczeniem i swędzeniem skóry - nieprzyjemne ale do wytrzymiania :) Po peelingu następuje pobudzenie odnowy komórkowej. W miejsce starych komórek tworzą sie nowe, skóra będzie się parę dni po zabiegu złuszczała i dochodziła do siebie. Zabieg ten, nie może być wykonywany jeżeli leczysz się tretinoiną. 

Poniżej zdjęcia z mojego ostatniego zabiegu - tym razem oprócz czyszczenia skóry miałam 20min naświetlanie lampą Led, która wpływa pozytynie na przebarwienia i blizny, przyspisza proces gojenia się skóry po czyszczeniu mechanicznym.


Krok I - peeling enzymatyczny oraz otwarcie porów za pomocą pary :-)
Krok II - po mechanicznym czyszczeniu czas na 20 min naświetlania lampą LED

Krok III - czas na relaks czyli maseczka kojąca dla skóry z rozmarynem :-)
Krok IV - na koniec ampułeczka na twarz i dekold, buzia pięknie oczyszczona !

Sunday, 8 April 2012

Wesołych Świąt!!!

Kochani, z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Wam wszystkiego doobrego. Aby nasze buzie były piękne i gładkie! Bardzo się cieszę, że jesteście i dzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami. Razem damy radę pokonać naszego wspólnego wroga :-)
BAsia XXX
P.S. Byłam w zeszły piątek u mojej kosmetyczki i mam parę zdjęc z zabiegu. Wkrótce pojawi sie opis na blogu.

Thursday, 5 April 2012

Trądzikowe ABC - cz. IV retinoidy doustne

Taaak, witajcie kochani po któtkiej przerwie, dzisiaj temat, który pewnie wielu z was zainteresuje a mianowicie kwestia leczenia trądziku retinoidami doustnymi (nie chodzi mi tutaj o lecznie maściami czy żelami). Po mojej przygodzie z dermatologami, potem z ginelokogiem, oraz po odstawieniu tabletek anty moje skóra dostala szału. Po około roku, może dwóch (teraz już nie pamiętam dokładnie ale minęło troche czasu) ja nadal z cerą jak u nastolatki mimo przeszło 20 lat więc co, więc znowu do dermatologa. Tym razem już ale mieszkałam za granicą (w Czechach) i myślałam sobie, że być może tutaj mi pomogą. Udałam się do dermatologa w największym i najbardziej prestiżowym ośrodku leczenia w Pradze. Pani miła, zobaczyła mnie i mówi, że moja twarz kwalifikuje się na lecznie antybiotykowe (powtórka z rozrywki). Ja na to, że już się antybiotykami leczyłam i że nie było żadnego skutku. Pani jednak była nieugięta i powiedziała, że abyśmy mogły posunąć się dalej (czyt. zastosowac retinoidy) to ona najpierw musi zobaczyć jak zareaguję na antybiotyki. Echh, tak więc moja kochana wątroba trochę się ze mną znowu namęczyła, i po kilku miesiącach bez poprawy, pani dermatolog zawyrokowała, że skoro nie działają na mnie antybiotyki (szkoda, że musiała to sprawdzić i truć mnie niepotrzebnie) to zostają już tylko retinoidy. Dostałam Aknenormin. Zabijcie mnie, ale już nie pamiętam jaką brałam dawkę, wiem tylko, że kuracja trwala jakoś 6 czy może nawet 8 miesięcy. Dostałam też zalecenie, aby nie stosować na buzię niczego na trądzik a tylko ją nawilżać. I oczywiście przypadkowo pani dermatolog miała u siebie próbki kremu LRP, który to powinnam stosować bo jest bardzo dobry. (a tak na marginesie to LRP ma mega maketing, są po prostu wszędzie, szok).
W czasie kuracji skóra bardzo sie porawiła, wręcz z tłustej przeszłam do skóry przesuszonej. Co miesiąc musiałam chodzić na badania krwi i wątroby, pod koniec kuracji i w jej wyniku miałam przekroczoną górną granicę cholersterolu...


Skutki uboczne:
- suche usta, oczy, sucho w nosie,
- przesuszone ciało, dostałam nawet takich suchych placków na ciele, wysypki...,
- ból stawów, nie byłam w stanie biegać, ćwiczyć.


Ale wiecie, to wszystko było do przejścia dla człowieka zdesperowanego takie skutki ubocznie to nic. Niemniej jednak skończyłam kurację, od razu odstawiłam tabletki anty i musiałam przejść przez podobne rozregulowanie poziomu hormonów jak wcześniej (czyt. Trądzikowe ABC - Ginekolog amator), znowu tabletki na uregulowanie cyklu itd. I najlepsze na koniec - trądzik powrócił po około 1 - 1,5 roku, znowu mi wysypało twarz, plecy oraz dekold... Wzrok pogorszył mi sie o 1 dioptrię a problemy ze stawami kolanowymi mam po dziś dzień. 
Na Wizażu jest forum poświęcone retinoidom, i są ludzie, którzy biorą 2 a nawet 3 serię kuracji Aknenorminem lub Izotekiem... ja się na 2 turę nie zdecydowałam i dziś żałuję, że zdecydowałam się na tą 1. Ponoć nie powinno się zachodzić w ciążę jeszcze 2-3 lata po kuracji Aknenorminem, dowiedziałam sie tego z internetu, nie od mojej pani dermatolog niestety. Zdaję sobie sprawę, że wizja czystej buzi śni się po nocach każdemu, kto boryka się z trądzikiem ale czasami koszty, które ponosimy w walce z tą chorobą są zbyt duże czy to w przypadku tabletek anty, czy też antybiotyków czy retinoidów. A warto się wsłuchać w swoje ciało bo ono najlepiej wie, jak sobie pomóc. Warto zainwestować w naturalne kosmetyki, dobrą dietę i styl życia a wierzę, że żadne tableki nie dadzą lepszego rezultatu! Pojechałam trochę filozoficznie na koniec, ale mam nadzieję, że moje przemyślenia będą dla kogoś pomocne i dzięki temu nie zdecydujecie się faszerować chemią, bo ja wdusiłam w siebie wszystko co było na rynku a i tak borykałam się z trądzikiem do czasu, aż zdałam sobie sprawę, że muszę zmienić styl życia i kosmetyki do pielęgnacji.


P.S. Tak dla waszej informacji, to ja za opakowanie Aknenorminu w Czechach płaciłam 8zl... i cieszę się, że dla tego leku nie zrujnowałam swojego portfela bo teraz już wiem, że nie było warto.


pozdrawiam wszystkich cieplutko,
BAsia XXX