Friday, 30 March 2012

Trądzikowe ABC - cz. III ginekolog amator


Witam po przerwie, brnę dalej w trądzikowy temat, bo wiem, że już czekacie na nowe pościki. Dzisiaj będzie o ginekologu, ponieważ na jakimś tam etapie naszej walki z trądzikiem i do tego pana/pani zwracamy się z prośbą o pomoc. (i tutaj przepraszam wszystkich panów czytających ale topic będzie ściśle dla pań, ot taka mała dyskryminacja przez naturę). Ja poszłam do gina alladyna mając lat 17 ze zgrozą na twarzy błagając o pomoc. Było to już po tym, jak przemieliłam dermatologów i niestety, świecie dziw się, ale nie pomogło. Pan dermatolog (dziś już świętej pamięci) przepisał mi... no nie zgadniecie co... Diane 35. Kochana i nienawidzona Diana. Bez żadnych badań na poziom hormonów we krwi, nic a nic. Zaczęłam brać i pierwszą poprawę zauważyłam może tak po pół roku. 
I tak sobie brałam i brałam (nie miałam żadnych skutków ubocznych oprócz wypadania włosów). Za każdym razem pytałam czy to bezpieczne, czy mam robić przerwę i ile w ogóle trwa ta kuracja. Riposta zawsze była ta sama: skoro pomaga i nie mam skutków obocznych to brać, nie ma sensu robić przerwy bo ogranizm sie rozreguluje. Cera owszem poprawiła się, zawsze jednak coś tam na niej sie działo, przetluszczała sie itd. ale nasilenie trądziku było zdecydowanie mniejsze.
Po kilku latach!!! brania non stop zaczęłam jednak się bardziej interesować hormonami i odkryłam, że właśnie te Diane 35 mają "końską dawkę" hormonów - mój gin spytany o to stwierdził, że to bzdura ale cóż, ja już nie byłam taka do końca przekonana więc zaczęłam zmieniać tabletki na inne niby "lżejsze". Próbowałam więc Yasmin, Jeanine, Evry (straszna była ta czarna obwoluta z kleju, ble) ale nic mi nie pasowało więc zawsze jednak skruszona wracałam do Diany. Brałam tabletki anty w sumie 7 lat z 2 jakimiś małymi przerwami.
Pewnego dnia powiedziałam sobie dość, chcę aby moje ciało funkcjonowało samo i odstawilam. Mój organizm totalnie zwariował, @ mialam co 15dni, trwał tydzień... musiałam brać tabletki na regulację @... Dochodziłam do siebie jakoś około roku, zanim ciało zaczęło znowu pracować w swoim rytmie. 
A skóra... była tragiczna. I jak przed braniem tabletek anty miałam tradzik tylko i wyłącznie na twarzy, tak po latach brania i totalnego rozregulowania organizmu, wysypało mnie dodatkowo na dekoldzie oraz na plecach. Bardzo długo dochodziłam do siebie, miałam parę chwil zwątpienia i już nawet miałam w ręce receptę na Diane ale nie wykupilam jej. Bo to zamknięty krąg i już więcej nie mam zamiaru rozregulować swojego ciała. 
Jeżeli macie jakiekolwiek pytania do chętnie odpowiem. Wiem, że wiele z was rozważa ten krok.
Basia XXX

Monday, 19 March 2012

Trądzikowe ABC - cz.II dermatolog's saga

Nadchodzi taka chwila w życiu, kiedy jesteś już totalnie zdesperowany/zdesperowana i wtedy to udajesz się poszukać "fachowej" pomocy (w moim wypadku było to niestety o wiele za późno). W przypadku lekarza dermatologa (bo o takich tutaj bedzie mowa) pojęcie fachowości jest bardzo względne i zaczyna sie loteria - jeżeli masz szczęście to trafisz na lekarza, który potraktuje cię poważnie i dla którego trądzik to choroba. Jeżeli natomist masz pecha, to niestety będzie ci dane wysłuchać, że nie ma o czym mówić, tutaj proszę receptę wykupić i załatwione, przecież w końcu to tylko parę pryszczy. Miałam przyjemność (czasami nad wyraz wątpliwą) odczuć na sobie skutki spotkania z przedstawicielami obu gatunków. Dodam, iż spotkania te nierzadko były bardzo kosztowne (opłata za wizyte + drogie specyfiki apteczne).
Poniżej kilka rad cioci Basi pt. Jak rozpoznać dobrego dermatologa:

  • są do niego kolejki i zapisy, jeżdzą do niego ludzie z całej Polski, ma dobre referencje od kogoś kogo znasz, nie musi to być lekarz prywatny, może też przyjmować w lokalnej przychodni, ale ludzie powinni do niego walić drzwiami i oknami,
  • przy pierwszej wizycie zrobi z tobą DOKŁADNY wywiad historii choroby, zleca szereg badań m.in. badania krwi, hormony itd. a dopiero potem przepisuje leki. Jeżeli robi to po oględnym zobaczeniu twojej twarzy, bez wcześniejszych badań to nie ma sensu nawet wykupywać recepty,
  • uważaj też na to jakie leki przepisuje i ile one kosztują (czy propunuje tańsze odpowiedniki), bardzo często lekarze są opłacani przez firmy farmaceutyczne więc jeżeli nie miałaś/miałeś żadnych badań to niby skąd pan doktor wie, że pomoże ci akurat żel/maść firmy A lub B. Trądzik to świetny biznes, bo można sie tak bawić w przepisywanie do końca świata i jeden dzień dłużej a ty płać i testuj na sobie...
  • jeżeli dermatolog przepisze ci antybiotyk, powinien też polecić branie środków osłonowych na żołądek, ponieważ leczenie trwa min. 6 miesięcy i w tym czasie można sobie wspaniale rozwalić żołądek i florę bakteryjną (oczywiście, nie miałam o tym wcześniej pojęcia...)
  • wytrzegaj się, jeżeli proponują ci retinoidy... ja niestety spróbowałam i do dzisiaj żałuję (będzie osobny post o retinoidach), bo np. pogorszył mi sie wzrok o calą 1 dioptrię,
  • zadawajcie jak najwięcej pytań, żaden dermatolog mi nigdy nie powiedział, że muszę unikać słońca jak ognia, stosując te wszystkie medykamenta!!! nie nosiłam SPFow bo po prostu nie wiedziałam! nie nawilżałam odpowiednio twarzy, bo nikt mi o tym nie powiedział,
  • jeżeli polecają do codzinnej pielęgnacji apteczne dermokosmetyki to byłabym ostrożna czy przypadkiem to nie kolejna kryptoreklama - LRP, Vichy mają wielki lobbing; jest wiele innych tańszych odpowiedników z lepszymi składami,
  • dermatolog powinien dać ci rady na temat stylu życia: picie wody, unikanie słodyczy, słońca, bardzo ostrych dań itd., powinien nauczyć codziennej pielęgnacji skóry,
  • POWINIEN POŚWIECIĆ CI CZAS - a nie tylko 10min i następny proszę!
Jeżeli coś pominęłam to proszę piszcie w komentarzach. Ale pamiętajcie, że to są wasze pieniądze (niemałe zresztą) wiec warto już na wstępie wiedzieć, czym sie kierować aby otrzymać fachową pomoc i nie tracić czasu oraz nerwów.
pozdrawiam serdecznie, 
BASIA XXX


P.S. Właśnie zostałam zabanowana na wizażu, więc chciałam tylko sprostować, że nie jestem przedstawicielem żadnej firmy kosmetycznej/farmaceutycznej oraz nikt mi nie płaci za pisanie o trądziku. Wszystko to moje prywatne doświadczenia i spostrzeżenia. Więc proszę podzielcie się linkiem na mojego bloga z osobą, której może on w jakiś sposób pomóc. Z góry dziękuję.

Sunday, 18 March 2012

Trądzikowe ABC - cz.I Moje początki walki z trądzikiem - mądry Polak (Polka) po szkodzie czyli drogeryjne oraz apteczne specyfiki

Proszę, jeżeli nie przeczytałaś/łeś mojego wstępu do Trądzikowego ABC to zrób to, aby mieć pełen obraz oraz wprowadzenie do mojej walki z trądzikiem. Wspomniałam tam, że mój trądzik zaczął sie w podstawówce; na początku miał małą siłę rażenia - jakiś 1-3 wypryski, raczej małe, które same znikały. I tak aż do liceum, gdzie nastąpił zmasowany atak: pryszczy, zaskórników, wągrów, podskórnych torbieli - słowem, dostałam os losu cały pakiet. Codzinnie coś nowego wyskakiwało ma mojej twarzy (dodam, że w owym czasie miałam przyszcze tylko na twarzy...). Wtedy popełniłam największy bład swojego życia, za który płacę do dziś i pewnie jeszcze długo, długo będę - zaczęłam "leczyć" się na własną rękę. Gorączkowo szukałam złotego środka, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sprawi, że obudzę się z gładką i piękną buzią, taką jaką miały wszystkie moje "koleżanki" z liceum. Tylko ja jedyna z całej klasy borykałam się z tak poważnym trądzikiem...
A oto długa lista rzeczy, których używałam na własną rękę, bez konsultacji z kimkolwiek. Używałam tylko dlatego, że miało pomóc na trądzik, bo tak napisali na opakowaniu, że pani z reklamy (która pewnie w życiu nie miała ani jednego pryszcza) miała taką gładką buzię i ja też taką chciałam mieć itd. Może ktoś z Was zastanawia się właśnie, czy nie kupić/wypróbować czegoś z mojej poniższej listy... Zanim to zrobisz, przeczytaj.
Nie dam głowy uciąć, czy będę w stanie wymienić absolutnie wszystkie specyfiki z jakimi się zetknęłam, ale postaram się. 

  • Cała seria Under20 - super kolorowe opakowania, wyglądające cool i za niską cenę ale mnie nie pomogło absolutnie nic,
  • Cała seria Pharmaceris - drogo i nie pomogło,
  • Oxy (gwiżdż na pryszcz Oxy da mu w skóre - do dziś mam w uszach tę reklamę), Clearasil, Clean&Clear, Benzacne - potworne przesuszenie skóry, nadprodukcja sebum, pryszcze jak były tak były,
  • Cała seria La Roche Possay Effaclar - myślałam, że jak z apteki to na pewno pomoże... cóż, w sumie tylko krem punktowy na wypryski z całej serii jest wart uwagi ale nie oszukujmy się, że jeżeli macie podskórne gule to coś zdziała, raczej na małe pryszczątka
  • Bioderma Sebium - przesuszona skóra,
  • Avene Diacneal (teraz juz Triacneal) - na początku wysyp ogromny, poradzi sobie MOŻE z lekką formą trądziku ale to wszystko,
  • Aleksandra Krem do cery trądzikowej z krzemem - ile ja się tego kremu naszukałam, na początku było nawet OK ale potem to co zwykle czyli przesuszenie, pryszcze nadal się pojawiały
  • Barwa Siarkowa Moc - taaak, moc to ten krem ma ale wysyszającą, tyle w temacie,
  • Biodermine - nie pomógł,
  • Acnefan Asa - ten specyfik nawet nie był najgorzy ale poległ bo pewnie połączyłam go z jakimiś innymi specyfikami, pamiętam ale, że również wysuszał,
  • Perła Inków - w sumie nie wiem dlaczego go używałam w czasie, kiedy jeszcze miałam trądzik skoro to jest krem niby na blizny. Pamiętam, że był strasznie drogi i jakieś 12 lat temu płaciłam za niego 90pln - na ówczesne czasy to był majątek! Efekt - niby coś tam jakby rozjaśnił, ale jeżeli na twarzy masz codzinnie nowe niespodzianki to nie sposów zauważyć żadnego efektu,
  • Clinique - 3 step system - wysyszacz, toniki śmierdzą strasznie alkoholem,
  • Vichy Normaderm - dostałam po tej serii swędzącej wysypki a niby są to kosmetyki hipoalergiczne, nie polecam bo oprócz wysypki to dodatkowo bardzo wyszuszyły mi cerę,
  • Nivea Visage Young - to była czysta masakra, ładne, niebieskie opakowanie (niebieski czyli synonim czystości) opakowania i na tym się kończyło, teraz już wiem, że te kosmetyki mają paskudny skład, pełno w nich olejów mineralnych - głównych zapychaczy!
  • Ivostin Puritin - wiele oczekiwałam, bo niby miało być naturalnie ale niestety, efektu było brak,
  • L'Oreal Pure Zone - łooj pamiętam tą serię bardzo dobrze, miałam po niej taki wysyp, że juz na zawsze wpisała się w moją pamięć - omijać szerokim łukiem,
  • SVR Lysanel - wysuszył, nie wyleczył
  • do tego dorzućcie serie przeciwtrądzikowe z Avonu i Oriflame i to by chyba było na tyle....takie były moje początki (jakieś 2 lata może).
Jak znam życie, to pewnie wiele z Was ma za sobą podobną drogę testowania tych samych mazideł. Jeżeli nie, to proszę nie nabijajcie kieszeni tym firmom, bo to wszystko jest tylko czysty marketing. Jak teraz na to patrzę i pomyślę ile kasy straciłam i ile krzywdy mojej twarzy wyrządziłam to mam ochotę wyć!!! Bo po całym tym eksperymentowaniu wyszłam z twarzą ogromnie przesuszoną, bardzo wrażliwą, cienką, a pryszcze jak były tak były. Wierzę, że jeżeli ktoś ma (tak jak ja miałam) silny trądzik, to żaden z wyżej wymienionych specyfików nie pomoże.
W następnej odsłonie trądzikowego cyklu będzie o dermatologach, kiedy się do nich udać, jak poznać dobrego dermatologa itd.
Jeżeli macie jakikolwiek pytania dotyczące specyfików aptecznych oraz drogeryjnych na trądzik (nawet jeżeli ich tutaj nie wymieniłam) to piszcie w komentarzach. 
BAsia XXX


P.S. Chciałam tylko dodać, że w tym czasie używałam też nawilżaczy, mało coprawda, bo bałam sie ich tlustości ale byl Alantan, Humektan itd., niestety nie radziły sobie z przesuszeniem, jakie pozostawiały po sobie przeciwtrądzikowe specyfiki.

Trądzikowe ABC - Wstęp

Z trądzikiem borykam się od szkoły podstawowej i chcę sie z Wami tutaj na tym blogu podzielić całą swoją wiedzą, którą przez naście lat walki z tym paskudztwem zgromadziłam. Opiszę wszystko co przetestowałam na sobie ze skutkiem większym, mniejszym lub odwrotnym do zamierzonego. Opiszę moje kroki, których do dziś dzień żałuję oraz rzeczy, które powinnam była zrobić już dawno, ale niestety nie było internetu, nie było skąd czerpać wiedzy a z każdej strony słyszałam tylko, ze po okresie dojrzewania samo minie... (albo pamiętam, jak jeden dermatolog mi powiedział, że trądzik mi przejdzie po urodzeniu dziecka... a ja miałam wtedy lat 16, całą twarz w ropnych i bolących wulkanach, szkołę oraz studia przed sobą i oczywiście dziecko w ogóle nie wchodziło w grę). Pamiętam, że się wtedy załamałam... Miałam już dosyć paćkania twarzy podładem, dosyć podśmiechujek "koleżanek" z liceum, jednakże bez podkładu nie pokazywałam się nikomu: ani rodzinie, ani chłopakowi. Codziennie rano wstawałam pierwsza i marsz do łazienki nałożyć podkład. Myślałam sobie, że moi bliscy nie zasługują na ogladanie takiego niesmacznego paskudztwa. Kiedy wkońcu chłopak ubłagał mnie, abym nie robiła z tego takiej tragedii (tak na marginesie to ci, którzy nigdy nie przechodzili przez ten problem nie są w stanie zrozumieć nas trądzikowców, nie ma szans), bo dla niego i tak jestem najpiękniejsza itd. płakałam, kiedy stnęłam przed nim bez makijażu. To była dla mnie w tamtym czasie najbardziej osobista rzecz na świecie, mój najczulszy punkt. Kiedy z kimś rozmawiałam, to zawsze miałam wrażenie, że rozmówca widzi tylko moje pryszcze, że skupia się tylko na nich...
Powiecie, czemu nie poszłaś do dermatologa. A ja odpowiem, poszłam do wielu, niby "tych najlepszych" czyt. najdroższych. Dojeżdżałam z Katowic do Bielska na wizyty. Gdzie ja z tą swoją facjatą nie byłam. 
A teraz zbliżam się powoluteńku do 30 i nadal mam pryszcze. Oczywiście nie jest to już w tak nasilonej formie jak kiedyś, ponieważ przez lata poznałam się na swojej skórze i na błędach, które popełniałam robiąc sobie więcej szkody niż pożytku. Nadal mam cerę tłustą, z rozszerzonymi porami, gdzieniegdzie pryszcz (szczególnie jeżeli zbliżają sie "te dni"), blizny (jakby mnie dzięcioł postukał w policzki) ale nie ma tragedii. A przede wszystkim ja z tego już nie robię tragedii. Makijaż owszem noszę, ale głównie dlatego, że mam blizny, jestem bardzo bladolica (bez makeupu wyglądam jak Edward ze Zmierzchu) i ogólnie lubię się po prostu pomalować.
Pierwszy odcinek cyklu będzie poświecony moim własnym początkom walki z trądzikiem kiedy to chwytałam sie leczenia na własną rekę (w ruch szły miedzy innymi Under20 Erisa, Nivea Visage, LRP, Vichy, Avene, suplementy diety oraz herbatki ziołowe różnego rodzaju).
Czekam na Wasze sugestie jakie tematy chcielibyście włączyć do tego cyklu.
Poniżej wrzucam swoją aktualną fotę, nie mam niestety zdjęć z okresu, kiedy mój trądzik był najgorzy z 2 powodów:
* nie było jeszcze wtedy cyfrówek
* z wiadomych względów unikałam aparatu jak ognia :-]
Ale oprócz czoła, miałam w pryszczach calą twarz, zwłaszcza policzki. Pryszcze były duże, ropne albo głeboko siedziące i bolące jak diabli. 
Pozdrawiam i mam nadzieję, że moje trądzikowe doświadczenie będzie dla kogoś z Was pomocne.
BAsia XXX



Saturday, 17 March 2012

Fashion Market 2 - first sunny and warm day in Prague!

Finally the spring has decided to come to Prague and for the first time this year, you could actually enjoy being outside. With a group of friends we have decided to check the Fashion Market - a small event that takes place every year in Prague's most famous market place - Holesovice. (I went there for the first time today) It's supposed to be for the small, independent, local fashion designers so all the cloths and jewelry was hand made.
Nope, I didn't hunt anything nice :-( it was a small event and the number of things to buy was very limited. Moreover, today it was already the second day of the market so I guess all the nice cloths/accessories were already sold out.  
But, my friend was lucky and she bought a VERY VERY nice necklace, of course they were having only one piece of each so first come first served. I'll put the pic below; due to sun light it turned out gold on the pic but in reality is silver. 
The rest of the day we spent in the park enjoying the sun and Czech beer! I love spring!!!
BAsia XXX
It really is silver!!! My friend apologises for the cat's hair  on her sweater :-)
Below I'm putting couple of random pics from the event. 




Friday, 16 March 2012

The "Benefit" of POREfessional



Let me start with the fact, that I'm not a big fan of the Benefit brand. I don't really fancy the packaging, it looks kinda easy and cheap to me. Surly the packaging has little to do with the product quality, we should evaluate what is inside right... Nevertheless at the first sight, this colourful marketing does not convince me. However, I LOVE to test new stuff, especially when it is meant to be a Bestseller and it is recommended by other girls. So if you have the "honour" to have oily skin with large pores like myself, you should read this review till the end, as I tried LOTS of different pore minimizers but this one is my number 1., numero uno! (for the time being of course, as I said I like to test new things all the time:-]).

  • this product is oil-free, lightweight, translucent and silky, it literally makes your pores disappear and also, in case you struggle with dry skin due to anti-blemish products usage and it's causes you problem while applying your make up - this product will simply make the skin silky and well prepared for a make up - no dry skins! 

Apologise for the bad quality, the pics were taken in the artificial light at night, I will do better next time :-]


  • it comes in a pretty small tube (just 22 mln, 0.75 US fl.oz.) however you don't need a lot to cover your face or a T-zone. It's kinda pricey though, as per such a small amount I paid around 20 GBP BUT it's worth it!!! All the large pores fighters will be very happy with this product. It has a light shade colour, but don't be fooled by that, because it does not give you any colour or coverage. Once applied, it makes your skin poreless and sooo silky! Moreover, it also smells nice: like a fresh lime juice.
  • I use it as a base under the make up or under the Clinique BB cream (to be reviewed soon) and it keeps my skin mat for most of the day; in case I need some adjustments, I simply take a bit and tap it into the T-zone or wherever I need.
Hope you will find this review helpful in case you are wondering whether to give it a try or not. Happy to asnwer your questions.


BAsia XXX

P.S. The Benefit brand didn't pay me for this review, it's my own opinion after trying the product. I also paid for it myself :-]

Thursday, 15 March 2012

Blogowe początki...

Wielki dzień nadszedł właśnie. Nadaję do Was z małego kraju ze "śmiesznym" (w mniemaniu Polaków) językiem. Już od dluższego czasu zaczytuję się w blogach bardziej doświadczonych koleżanek z branży kosmetoholicznej i postanowiłam, a jakże, wysupłać trochę miejsca w sieci dla siebie. Będę blogować o mojej życiowej pasji lub, jak kto woli, o moim głównym zjadaczu gotówki czyli o kosmetykach, nie ważne, czy to kosmetyki do pielęgnacji, czy też kolorówka - I TAKE IT ALL! 
Mam nadzieję, że bedzie się Wam podobać oraz, że będziecie się ze mną dzielić waszymi spostrzeżeniami na dany temat i pomożecie mi współtworzyć blog podrzucając konstruktywne sugestie.
Na pierwszy ogień pójdą produkty, które podesłała mi koleżanka z USA (niestety jeszcze nie do dostania w Europie) oraz 2 rzeczy, które nabyłam wczoraj na Heathrow, będąc w podróży służbowej w Londynie:
  • Josie Maran Agan Care for Beautiful Skin (zestaw składający sie w 5 produktów), do dostania tylko w USA lub ewentualnie przez ebay 
  • Clinique Age Defense BB Cream SPF 30 - jestem raczkująca w kwestii kremów BB i nie mogę się doczekać testowanka!
  • Origins Dr. Andrew Weil - Mega Mushroom Skin Relief - ponoć na zdziałać cuda na mojej nękanej wypryskami facjacie... cóż, let's see bo takich, co to niby meli cuda czynić na mej twarzy już wypóbowałam ho ho i trochę, a skutek utek - jak to mówią bracia Czesi (czyt. rezultatów niet)
So stay tuned for the reviews of those 3 products, I hope you will find it interesting.
BAsia XXX