Wednesday, 31 October 2012

Wasze historie czyli jak to jest być "niefajnym"...

Dziś będzie dłuższy post więc kubki z kawą/herbatą w dłoń, kocyk na kolanka i zapraszam do lektury.
Prosiłam Was dwa posty temu o Wasze historie trądzikowe (i nadal proszę oczywiście!!!); poniżej chcę przytoczyć opowieść Anasie, jej walkę, smutki oraz bolesne chwile, które przyszło jej znieść w starciu z trądzikiem. Czytając jej historię bardzo często znajdowałam w tekście wspólne mianowniki z moją nastoletnią młodością i walką... Czy wy też??? 

"Moja historia zaczyna się w podstawówce, coś koło 4 klasy. Oczywiście jak większość mam też problem z wyciskaniem krost, od samego początku mojego trądziku, teraz zresztą też. Trzeba zaznaczyć, że miałam najgorszy trądzik z całej klasy we wszystkich szkołach: podstawówce, gimnazjum i liceum.
PODSTAWÓWKA
Pierwsza krosta wyskoczyła mi chyba w 4 klasie podstawówki, co bardzo szybko zamieniło się w trądzik młodzieńczy. No cóż, radziłam sobie z tym... źle. Na początku nie wiedząc czego mam używać, myłam twarz mydłem i wodą. Ponieważ trądzik jest w mojej rodzinie genetyczny, to starsze rodzeństwo, brat i siostra, miało parę kosmetyków antytrądzikowych, więc im podbierałam. Najważniejszą metodą "walki" z trądzikiem były dla mnie podbierane mamie podkłady i inne kosmetyki, które notorycznie mnie uczulały (jestem alegriczką) i suma sumarum pogorszyły tylko trądzik. Oprócz tego, że moje samopoczucie nie było dobre, wiadomo dzieci są brutalne. Mimo, że miałam przyjaciółki i koleżanki, to jednak widziałam, że "te fajniejsze" nie chcą się ze mną kolegować. Nasza klasa dzieliła się na osoby "fajne", "pomiędzy" oraz "niefajne". Te "fajne" wybierały z którymi "niefajnymi" będą gadać, więc niektóre z grupy "niefajne" przenosiły się na "pomiędzy", nie wiem jak wiele osób to widziało, ale jedna z moich przyjaciółek i parę koleżanek przeszło do grupy "pomiędzy", a ja nadal byłam uważana za "niefajną". Nie pomagało mi nawet bardzo długa (bo od przedszkola) znajomość z jedną z "fajnych". Moja samoocena się zmniejszała coraz bardziej. Podstawówka przeszła spokojnie oprócz tego, że ciągle byłam uważana za gorszą. Nie pamiętam już czy byłam wyzywana, ale na pewno, zważywszy na to, że niewiele dziewczyn w tym czasie dostawało trądzik. Myślałam, że idąc do gimnazjum coś się zmieni...
GIMNAZJUM
Zmieniło się tylko moje kieszonkowe, więc mogłam sobie pozwolić na kupno różnych kosmetyków. Zazwyczaj były to antybakteryjne toniki i żele punktowe; twarz myłam nadal mydłem. W gimnazjum moje problemy z cerą nasiliły się tak bardzo, że jak już udało mi się jednego pryszcza usunąć, to robiło mi się 5 nowych dookoła. Cały trądzik skumulował mi się na twarzy, na dekolcie i plecach miałam najwyżej parę krostek. Oprócz wągrów i pryszczy powoli zaczęły mi się rozszerzać pory. Robił mi się pryszcz na pryszczu, momentami dosłownie. Zaczęłam kupować sobie kremy matujące, które mi coraz bardziej rozszerzały pory, bo bardzo wysuszały skórę. Co do moich relacji ze światem... Miałam prawie te same koleżanki w gimnazjum co w podstawówce. Wiadomo, to był czas "zakochiwania się", więc poznałam kolegów koleżanki i jeden z nich się mną "zainteresował", czemu w cudzysłowie? Bo okazało się, że koleżanka powiedziała im, że "jestem dziana" i doszli do wniosku, że jak jeden mnie w sobie rozkocha to będę im dawać kasę na imprezy...Chłopak potem się wycofał i powiedział mi, że mnie nie chce bo jestem brzydka i mu się nie podobam. Ech, to mnie mocno zabolało. Dosłownie czułam się jakby mnie ktoś kopnął w brzuch. Moja samoocena uderzyła o dno. Myślałam, że to wszystko przez trądzik. Nie wiem czy się myliłam. Byłam po prostu brzydka w tym czasie, a trądzik podkopywał mi samoocenę do końca. Jak było w szkole? Dobrze się uczyłam, więc byłam wykorzystywana przez znajomych z klasy. Nikomu się nie podobałam. Słyszałam docinki o moich pryszczach. Uciekałam we wszystko byleby nie patrzeć w lustro. Z czasem coraz lepiej robiłam makijaż, więc nie wyglądałam już jak klaun. Ale unikałam zdjęć, bo wszystkie krosty na nich było widać. W końcu nauczyłam się też obrabiać zdjęcia. Poznałam później chłopaka, z którym bałam się spotkać (poznaliśmy się na necie) właśnie przez trądzik. On widział moje zdjęcia, ale ponieważ zdjęcia były podrasowane, nie było widać na nich krost. W końcu się zdecydowałam. W tym samym czasie poznałam brata mojej koleżanki z klasy. I jestem z nim od 5 lat. Co do trądziku, nie przeszkadzał im obojgu. W końcu zauważyłam, że nie każdy zwraca na to uwagę.W międzyczasie (gimnazjum/liceum) byłam parę razy u dermatologa, oczywiście państwowego, co mi raczej nie pomogło. Dostałam dwa kremy na receptę, z czego jeden mi pomógł, drugi nie. Do pierwszego (nazwy nie pamiętam) moja skóra szybko się przyzwyczaiła, więc druga tubka nie pomagała już w ogóle. Drugi to Skinoren, który pomógł mojej siostrze, ale moja skóra źle na niego reagowała, nakładając go punktowo na krostę dookoła robiły mi się następne krosty. Hmm, dostałam też jakiś tonik, który mogłam kupić bez recepty, też nie pomógł.
LICEUM
Potem poszłam do liceum, spotkałam się znowu z przyjaciółką z podstawówki. Powiedziała mi, że nie mogę myć twarzy zwykłym mydłem. Wtedy razem próbowałyśmy się uporać z trądzikiem, więc było o wiele łatwiej. Używałyśmy różnych rzeczy i każda mówiła jaki był efekt. Ja zaczęłam brać tabletki antykoncepcyjne, które miały mi pomóc z przykrymi niespodziankami. Delikatnie pomogło, ale stałam się bardzo nerwowa, wrażliwa, rozdrażniona, no i spuchłam. Pryszczy było mniej, ale krosty nadal wyskakiwały a wągry i rozszerzone pory też miały się dobrze. Nadal używałam drogeryjnych kosmetyków, bardzo agresywnych. Twarz mi wyschła, zaczęła schodzić skóra, więc w ruch poszły peelingi. Aż w końcu pewnego dnia skończyły się tabletki anty, a że nie chciałam iść do ginekologa po receptę, po prostu przestałam brać. Moja twarz natychmiast się pogorszyła. W miejscu gdzie jest najdelikatniejsza, najcieńsza skóra, czyli dookoła oczu zaczęły mi się robić wielkie pryszcze, i zanim jeden pryszcz zniknął, robił się następny tuż obok. Plus oczywiście nadal krosty i pryszcze na całej twarzy. Poszłam więc do kosmetyczki, która wyśmiała wybór kremu (używałam nadal matującego), bo "nie mam tłustej skóry". Nie powiedziała mi oczywiście jaką skórę mam, tylko zrobiła zabieg. Poszłam wtedy na laser. Za pierwszym razem nic nie pomógł, więc poszłam drugi raz, ale pryszcze nadal wyskakiwały pod oczami. Po tym jak byłam wyśmiana przez kosmetyczkę za zły krem kupiłam Nivee do skóry wrażliwej. Na laser więcej nie poszłam, bo egi znosiła a dwa, że pryszcze nadal wyskawiwały. Nadal kupowałam kosmetyki drogeryjne, żel, krem, tonik. Po 18-stce w końcu kupiłam coś co mi bardzo pomogło, Revitol Acnezine. Kosztował ponad 100zł, więc mogłam go kupić dopiero po otrzymaniu prezentu 18stkowego. Składał się ze słoiczka z tabletkami (suplement diety z bardzo dużą zawartością witamin) i kremu z benzoyl peroxide 5%. Krem mocno wysusza, więc stosowałam go punktowo. W końcu pryszcze dookoła oczu zniknęły, a jak skończyły mi się tabletki to postawiłam na zwykłe witaminowe suplementy diety. Od tamtej pory trądzik ciągle się zmniejszał. Znowu zaczęłam brać tabletki antykoncepcyjne, ale inne, przy których czułam się lepiej niż przy poprzednich. Znowu trochę polepszyła mi sie skóra. Trądzik ani razu mi nie zniknął. Ciągle go mam. Już minęły prawie 3 lata kiedy zaczęłam stosować Acnezine. W tym czasie odrzuciłam metodą prób i błędów wiele kosmetyków. Moja przyjaciółka w końcu doradziła mi bym zaczęła znowu nawilżać twarz, że powinnam o nią dbać nie jak o suchą tylko jak o tłustą, ale za pomocą naturalnych kosmetyków. Długo nie byłam do tego przekonana. Ale przez trzy lata dowiedziałam się, że moja twarz nie toleruje większości składników drogeryjnych produktów, m.in. alkoholi, siarczanów, silikonów, tlenku cynku, parafiny i paru innych. W końcu zdecydowałam się na hydrolaty, bo toniki z drogerii miały skład, który pogarszał stan mojej skóry. W tym roku, w lipcu kupiłam pierwszy krem nawilżający o naturalnym składzie, co też bardzo mocno pomogło mojej skórze. Tak więc zostało mi parę krost, wągry i rozszerzone pory - moja zmora, oraz plamy po wszystkich wyciskanych przez lata krostach.
Jedyne co mogę dodać po jakże długiej historii to tylko to, że dzieciaki są okrutne i takie zawsze będą, że moja mama za mało uwagi zwracała bn to jak się czuję z tym jak wyglądam i nie zaprowadziła mnie do dobrego lekarza, który by mi pomógł w skutecznej walce z trądzikiem, że moja twarz nigdy nie będzie ładna jaka mogłaby być gdybym od razu wiedziała, że drogeryjne kosmetyki to świństwa i że najwyraźniej byłam bliska awitaminozie, bo najbardziej pomogły mi witaminy. I tak z całej tej historii uważam, że to dzięki mojemu facetowi podniosła się moja tkwiąca już w czarnej dziurze samoocena, to była chyba najprzyjemniejsza część mojego życia i NIGDY W ŻYCIU nie pozwolę by moje dzieci same walczyły z trądzikiem. 
Teraz jak patrzę w lustro i widzę kolejną małą krostę myślę "MASAKRA!", ale po chwili dodaję "dobrze że nie pryszcz" i po prostu maskuję co wyskoczyło makijażem.Co mogę jeszcze dodać ważnego... mając trądzik musicie wymieniać poszewki na poduszki częściej niż reszta rodziny, co tydzień lub dwa tygodnie. Jeśli macie psa lub kota, trzymajcie je z dala od waszych poduszek. Na zwierzęcej sierści zbiera się dużo brudu, kurzu i jeszcze ich własna wydzielina, a od tego robią się często krosty.Często płakałam przez stan mojej skóry, ale dzięki wsparciu przyjaciółki, która mnie rozumiała, i chłopaka udało mi się wyleczyć z kompleksów, chociaż czasami zdarza mi się patrząc w lustro myśleć "jesteś brzydka, masz koszmarną skórę, nikt cię przez to nie lubi, twoje pory widać z kilometra i krosty z 10", ale wtedy po prostu daję upust nerwom, a potem już jest normalnie :)"

Ponizej optymistyczne zakonczenie tej smutnej historii czyli usmiechnieta Anasie z siostra! (uwielbiam to zdjecie!)

I apel do wszystkich: Dziewczyny cieszmy sie mlodoscia bo bardzo szybko przemija!!!

Anasie z prawej strony, siostra Anasie z lewej :)

Sunday, 28 October 2012

Jazda bez trzymanki - druga wizyta u dermatologa

Witajcie kochani, pewnie z niecierpliwością czekacie na ciąg dalszy mojej leczeniowej sagi. Nie pisałam wcześniej ponieważ dopiero wczoraj byłam u dermatologa co oznacza, że minął dokładnie miesiąc mojej kuracji. 
Weszłam pełna optymizmu do jego gabinetu, sami widzieliście, że skóra mi się po tych paru tygodniach brania Izoteku i smarowania Metronidazolem poprawiła, jeden policzek wyglądał już naprawdę ładnie... Pan doktor zaczął mnie ogladać i świecic na buzię jakimś czerwonym światełkiem:
"No więc Pani Basiu, u Pani chcę przeprowadzić leczenie na zasadzie jazdy bez trzymanki"
" yyyyy ??? " 
"Na polskim rynku dostępne są 4 rodzaje leków z izotretinoiną, mają tą samą substancję aktywną ale różnią się substancjami pomocniczymi tzw. nośnikami i głębokością penetracji w skórze... Będzie Pani leczona niekonwencjonalnie pomieszaniem tych leków w trakcie trwania kuracji, proszę ścisle przestrzegać przyjmowania i upierać się w aptece, aby nie zamieniali leków. Mogą twierdzić ile chcą, że to jest to samo, ale Pani musi ściśle przestrzegać moich zaleceń" (pan doktor jest tak pewny tego co mówi, że nie można mu nie wierzyć, że wie co robi).
Oczywiście zgodziłam się bo to pierwszy lekarz, który wg mnie wie co robi, nie ma zdań typu a może teraz spróbujemy tego czy tamtego, nie. Będzie tak a tak i koniec.
"Widzę, że teraz zacznie się na Pani twarzy armagedon (szit!), proszę się z tym liczyć, będą wychodziły zmiany ropne, często w okolicy żuchwy"... czerwone światełko prawdę ci powie? skąd mu to przyszło do głowy? przecież mam w miarę czystą cerę na dzień dzisiejszy. Dziwiłam się tylko do wieczora, kiedy to poczułam na moim cholernym prawym policzku jakąś podskórną gulę, która już dziś rano powitała mnie bólem oraz czerwonym, wstrętnym kolorem. Oprócz tego pojawiła się masa wągrów..
Kurza twarz, doktor - jasnowidz!
No ale nic, trzeba cierpieć aby potem mogło być lepiej. Najgorszą dla mnie rzeczą jest nowa maść która po nałożeniu na twarz wygląda jak olej, nie wiem jak zrobię na tym jutro makijaż do pracy.

Obecnie moja kuracja wyglada tak:
- 1 opakowanie Izoteku (wychodzi na 1,5 tyg chyba), 
- po zakończeniu Izo mam Axotret, również lek z izotretinoiną (nota bene lek o prawie 30zł tańszy niż Izotek!)
- do tego 3x dziennie musze nakładać tą smalcowatą maść Baneocin :-(
- Tulip na zbicie cholesterolu

Skutki uboczne:
- suche usta
- trochę wrażliwe oczy

No i żeby tradycji stało się zadość poniżej wrzucam zdjęcia mojej buzi w stanie obecnym, zrobiłam je dzisiaj. Skóra wygląda źle a uroku na pewno nie dodaje jej tłusta maść, ble. 

Cały czas czekam na Wasze historie! Dostałam już co nieco więc wktórce pierwsza odsłona mojego/waszego cyklu opowieści.

pozdrawiam wszystkich walczących i niech moc będzie w Wami! :)
Prawy policzek z gulą przy nosie... boli mnie przez nią pół twarzy :(

Na lewym jak widać też nie dzieje się za dobrze... a było już tak pięknie...

Mona liza oblana tłuszczem z gulą koło nosa... AAAAA

Monday, 22 October 2012

O co chodzi z ta wodą??? z cyklu: czego najczęściej szukacie w internecie.

Programy do liczenia statystyk odwiedzin danego bloga mają wiele zalet, jedną z nich jest to, że widać pod jakim hasłem ktoś do mnie trafił poprzez wyszukiwarkę. Postanowiłam, że do najczęściej powtarzających się haseł zrobię posty, ponieważ zdaje się, że wiedzy na dane tematy nigdy za wiele. Zamin przejdę dzisiejszego tematu, to nie mogę nie napisać, że jednym z haseł, które ktoś wpisał do googla i trafił na moją stronę było: poznam cudzoziemkę. Jakież musiało być zdziwienie dotycznego, jak zobaczył na pierwszej stronie moją pryszczatą twarz. Wy wiecie, dlaczego cudzoziemka, i dlaczego w kraju kobiet, bo tak czułam się w szkole średniej wśrod innych dziewczyn z ładnymi i gładkimi gębiszonami.
Ale do rzeczy. Jednym z haseł, które zwróciło moją uwagę i podniosło cisnienie było mycie twarzy samą wodą dobre na trądzik... Nie wiem, czy ta metoda kiedyś komuś pomogła, sama spotkałam się z nią na jakimś forum. Chodzi o całkowite wyeliminowanie wszelkich kosmetyków i mycie twarzy tylko i wyłącznie samą wodą. Zero kremów, żeli, tylko i wyłącznie woda. Cóż metoda tania bo wodę każdy w kranie ma, do dziś jednak nie rozumiem jak może ona pomóc zwalczyć trądzik, ponieważ woda wysusza a każdy kto ma trądzik wie (albo chociaż powinien wiedzieć!), że skóry trądzikowej nie należy przesuszać. Oprócz tego mycie twarzy samą wodą nie likwiduje przyczyny trądziku czyli nadmiernego wydzielania sebum, które potem zatyka pory. Tonący brzytwy się chwyta, każdy z nas, kto walczy z trądzikiem zawsze ma nadzieję, że a nóż widelec mnie się uda i dana "metoda" mi akurat pomoże.
Ale woda to tylko woda, i tak już zostanie.

Kochani, jedna z moich czytelniczek podrzuciła mi świetny pomysł na cykl na moim blogu. Wiele z Was ma podobne historie do mojej, może inne. Podzielcie się nimi ze mną (mój email znajdziecie na stronie głównej) a ja opublikuję je tutaj. Dzielmy się swoim doświadczeniem, aby dać rady i przestrogi tym, którzy swoją walkę dopiero zaczynają! Co o tym myślicie? Możecie być inkognito, możecie posłać zdjęcia Waszych wyleczonych/ciągle leczonych buziek. Chcę poznać Wasze historie, zebrać tutaj Wasze doświadczenia i dzielić sie z innymi. Co Wy na to??????????
Czekam z niecierpliwością zatem na Wasz odzew, liczę na Was!

U mnie buzia coraz lepsza. W sobote kolejna wizyta u dermatologa (to już miesiąc na Izoteku! czas leci niesamowicie). Odebralam dziś wyniki krwi i niestety cholesterol ponad normę... cena jaką się płaci za gładką, nietłustą buzię i możliwość mycia włosów 1x w tygodniu!!!
Zobaczymy co powie lekarz, a póki co wrzucam aktualne zdjęcia mojej buzi.

Edit: aaaa zapomniałam o skutkach ubocznych, po miesiącu stosowania:
- najbardziej dokuczają mi suche usta, nie ruszam się nigdzie bez pomadki; zaliczyłam też 1 zajada w kąciku ust, ale w jeden dzień uporał się z nim Penaten krem,
- oczy wrażliwsze i jakby szybciej się męczą (cały dzień gapię się w ekran komputera) ale nadal z powodzeniem noszę szkła kontaktowe Day&Night,
- skóra buzi wrażliwa na pocieranie np. ręcznikiem, trochę suchych skórek szczególnie wokół gojących sie niespodzianek, ale nie wyglada to źle, 
- pojawił sie łupież na na lini włosów oraz skóry (musiałam zadziałam Nizoralem)
Tyle jak na razie:)

pozdrowienia dla wszystkich i czekam z niecierpliwością na Wasze historie!
Prawy "gorszy" policzek, wypryski z początkowego wysypu powoli się goją.

Lewy policzek.



Gdyby nie ten cholerny prawy policzek to byłoby już tak pięknie :)

Thursday, 11 October 2012

Trochę aktualnych zdjęć mojego gębiszona czyli fotorelacja z leczenia Izotekiem

Po tym, jak Ziemolinka uczyniła mnie sławną linkując mnie u siebie na blogu dostałam od Was wiele ciepłych słów otuchy za które wszystkim bardzo ale to bardzo dziękuję.
Często pojawiały się też komentarze, że przecież mam ładną buzię i nie widać, aby działo się na niej coś niedobrego. Lata posiadania trądziku na twarzy nauczyły mnie technik dobrego makijażu, dobrego kamuflażu. Mając w ręku odpowiednie produkty do makijażu można naprawdę wiele ukryć. Jedyna rzecz, którą ciężko zamaskować to blizny potrądzikowe, bo tych "dzięciołowych" dołeczków niesposób niczym przykryć. Dlatego rączki precz od wyciskania!!! (nota bene hasło: "jak przestać wyciskać" jest najczęściej wpisywanym w wyszukiwarkie przez czytelników, którzy trafiają na mojego bloga! wyciskanie to prawdziwa plaga, nałóg z którym trzeba walczyć). 
Wracając do mojego gębiszona, bo o tym jest dzisiejszy post, chciałam Wam niżej pokazać jak na chwilę obecną wygląda moja skóra, zdjęcia były zrobione wczoraj przy dziennym świetle.
Dermatolog ostrzegł mnie, że na początku kuracji stan skóry może ulec pogorszeniu, i tak też się stało. Nie ma tragedii (ba, co do dla mnie!), obsypało mi głównie linię żuchwy, okolice ust oraz nosu. Skóra jest napięta oraz lekko zaczerwieniona, łuszczy się na nosie oraz przy granicy z włosami co niestety powoduje łupież (ale jest to do przejścia).  
Zauważyłam już zmniejszenie przetłuszczania się cery, cudownie jest rano wstać i nie czuć oleju na twarzy. Pory są ładnie domknięte i pryszcze szybko sie goją. Zniknęły pryszcze na dekoldzie! Zostało jeszcze parę dziadów na plecach. 
To tyle jak na razie.

Pozdrawiam wszystkich cieplutko, bo u mnie juz 0 stopni za oknem,
BAsiA


Komentarz uważam za zbędny, widać go w moich oczach...


Prawy policzek, na którym mam niestety liczne blizny. 


Lewy policzek z zaskórnikami oraz nowymi zmianami, mam tutaj mniej blizn i są płytsze, ale to i tak marna pociecha biorąc pod uwagę całą twarz.




Monday, 8 October 2012

Wchodzenie po raz drugi do tej samej rzeki... czyli dlaczego zdecydowałam sie na ponowną kuracją Izotretinoiną.

Witajcie, posucha była wielka na blogu, ale przychodzę do Was z tematem, który jest gorący i wielu na pewno zainteresuje.
Wszystko zaczeło się od mojej koleżanki z Leszna, która już jakiś czas polecała mi swojego dermatologa (uściślając to dermatolog-alergolog). Pomógł bardzo wielu osobom z jej otoczenia, w tym także jej oraz jej mężowi. I nie chodzi tutaj tylko o trądzik, ale też inne sprawy skórne, nie rozwodząc się - powiedziała, że jest dobry.
No i skusiłam się, zgłosiłam się do niego jako tzw. trądzikowiec po przejściach (x dermatologów przemielonych, x leków, maści oraz kremów, 15 lat przymusowego walczenia). Zresztą kto mnie czyta regularnie sam wie, jaka jest moja historia.
Zanim weszłam do gabinetu, koleżanka otrzegła mnie abym była przygotowana na to, że pan doktor jest specyficzny... yyyyy tzn. ze parę osób już mu trzasneło drzwiami...Poczekalnia na wpół pusta (a co, trzeba być optymistą, nie mogę przecież napisać, że była na wpół pełna...).
Dodam, że to była sobota (co akurat mi jest bardzo na rękę z racji tego, że mieszkam w innym kraju niż pan doktor); na jedną osobę przypadało ok 20min, swoje jednak trza było odczekać więc weszłam po 1.5 godz czekania.
Po papierkowej robocie, kartotekach, funduszach zdrowia i peselach padło pytanie, z czym przyszłam (choć z racji tego, ze byłam bez makijażu to bylo raczej pytanie retoryczne). Musiałam jeszcze pokazać plecy i dekold a potem usłyszałam od pana doktora: no dramat, jest bardzo źle...

Dowiedziałam się, że mam do wyboru TYLKO 2 rzeczy:
a) leczenie za pomocą złuszczania naskórka, aż się dojdzie do skóry własciwej. Wygląda to nieładnie, bo w początkowej fazie przypomina się jaszczurkę. Efek utrzymuje się przez 6 miesięcy, potem nawrót choroby (piszę Wam mniej wiecej tak, jak mi to przedstawił dermatolog, bez ubarwiania, bez naciągania, kawa na lawę),
b) leczenie Izotekiem... tutaj od razu się wtrąciłam, że ja już byłam leczona Aknenorminem (odpowiednik Izoteku tylko pod inną nazwą). Pan doktor zapytał o dawkę i czas leczenia... okazało się, że byłam leczona zarówno za małą dawką jak i w za krótkim czasie (i jak tu #$%#^& wierzyć lekarzom!!!). Niestety kuracja ta była od początku skazana na niepowodzenie.
- "Pewnie leczyła Panią kobieta"...
- ..... (jasnowidz czy co?) "Tak Panie doktorze"...
- "No, bała się dać porzadnej dawki... jeżeli zdecyduje się Pani ponownie na leczenie Izotekiem to teraz jest już tylko 80% szans na zupełne wyleczenie... a tak byloby 100%. Będzie to kuracja bardzo długa (około roku), droga i bardzo nieprzyjemna, będą duże skutki uboczne bo dawka będzie maksymalna. Decyzja należy do Pani, innych opcji nie ma."

Spodobała mi się jego rzeczowość, to są opcje, takie będą wyniki. Take it or leave it.
Nie wiem, czego oczekiwałam jak tam szłam. Po cichu liczyłam, że wyciągnie jakąś maść-cud, tutaj proszę nakładać 3x dziennie i trądzik minie jak ręką odjął... niestety.
Zdecydowałam się na leczenie Izo... będę się tutaj z Wami dzielić wszystkim, co dotyczy tej kuracji.
Postaram się Wam wrzucić zdjęcia z wielkim zbliżeniem mojej twarzy w stanie obecnym, raz w miesiącu będę wrzucać update. Mam na prawym policzku dużo blizn (pokazywałam Wam już na jednym zdjęciu), które pan doktor za rok będzie usuwał laserem.
To ostatnia moja walka, jeżeli tym razem się nie uda, to oświadczam wszem i wobec, że pogodzę się ze swoją pryszczatą buzią.

2tydz. kuracji Izotekiem:
- dawka 3x dziennie 20mg,
- 3x dzinnie smarować twarz Metronidazolem,
- koszt: wizyta u dermatologa 100zl, 3op Izoteku oraz Metronidazol: 300zl
- nastepna wizyta: 27.10., do tego czasu zrobic testy krwi.

Skutki uboczne:
- suchość ust (nie ruszam się nigdzie bez pomadki),
- płaczliwość (chociaż zblizają się "moje dni" więc ciężko stwierdzić, czy to tylko i wyłącznie wina Izo),
- łuszcząca się skóra nosa,
- mały wysyp pryszczy (głównie linia zuchwy oraz broda),
- zapobiegawczo stosuję kurację natfą kosmetyczną z sokiem z pokrzywy na włosy, bo boje się, że zaczną lecieć.

Rezultaty:
- widocznie zmniejszone pory,
- zniknęły wągry z nosa (pewnie przez to intensywne złuszczanie),
- zniknęły pryszcze z dekoldu

Nadal nie jestem przekonana do tej kuracji i źle mi z tym, że truję swoje ciało, ale już się zecydowałam więc trzeba iść dalej. I znowu jest nadzieja, że będę wyleczona... ale jest też strach, że i tym razem polegnę...

BAsia

P.S. Jeżeli ktoś z Was jest z okolic Leszna to mogę polecić tego dermatologa.

Wednesday, 12 September 2012

11.09. i zdeptana samoocena nastolatki...



Dziś będzie refleksyjnie, ostrzegam!
Wczoraj jadąc do pracy usłyszałam o rocznicy 11 września (ostatnio jestem tak zalatana, że nie mam pojęcia o aktualnej dacie więc poranna audycja radiowa mi bardzo pomaga), usłyszałam, że to już 11 rocznica 11 września... 11 lat... Usłyszalam i się zawiesiłam powiem Wam...
11 lat temu byłam na etapie szkoły średniej, pomyślałby kto - najlepsze lata. Cóż, niestety ja tego tak nie wspominam, moja młodość minęła pod znakiem silnego trądziku i baaaardzo niskiej samooceny.
Właśnie wtedy zamiast cieszyć się życiem i swobodą, wyłam do lustra i rozpaczliwie poszukiwałam czegokolwiek, co by mi pomoglo.
Najlepsze w tym wszystkim było to, że na 4 klasy w moim roczniku, tylko ja jedna jedyna miałam trądzik. Nie, nie mogę tego nazwać trądzikiem, to były ropne wrzody, podskórne, bolące, fioletowe gule. Czułam się jak gówno (przepraszam za wyrażenie); trędowata, naznaczona, brakowało tylko szkarłatnej litery na mojej bluzie. A "koledzy" i "koleżanki" (zwłaszcza "koleżanki) w szkole średniej byli bezwzględni, oj wiedzieli dobrze gdzie uderzyć aby zabolało. Widziałam ich spojrzenia, szepty i komentarze...
Starałam się zrobić wszystko, aby jak najlepiej zamaskować te zmiany, szukałam silnie kryjącego podkładu co 11 lat temu graniczyło z cudem. Nie było Sephory czy Rossmanna jak dzisiaj, internet w powijakach więc nie było doświadczonych i pomocnych blogerek, forum, niczego. Pamiętam, że po podklad L'Oreala w takiej szklanej buteleczce jeździłam specjalnie do Katowic. Ciężkie mazidło, coś jak Revlon. Przypominam sobie że, musiałam nakładać sporą ilość co oczywiście wiązało się z efektem maski, ale wolałam już to, niż straszyć ludzi realnym wyglądem mojej twarzy.
Chciałam się dosłownie zapaść pod ziemię, miałam ataki płaczu i wręcz błagałam mamę, abym nie musiała iść do szkoły. Jak wiecie wiele przeszłam w tym czasie jeżeli chodzi o leczenie, ale nie o tym jest ten post. Ten post to moja zniszczona młodość, moja zazdrość dla wszystich dokoła mnie, którzy nie musieli zaznać tego syfu.
W czasie kiedy człowiek najbardziej szuka akceptacji wśród otoczenia, kiedy ciężko przeżywa wszelkie niepowodzenia, kiedy chce się podobać płci przeciwnej... I chociaż wszyscy dokoła mówią, że to przecież nic takiego, że nie ma co robić tragedii (ależ mnie irytowały takie komentarze, z reguły od ludzi, którzy w życiu pryszcza na swojej twarzy nie wiedzieli), dla mnie to był koniec świata. Do szału doprowadzały mnie te wspołczujące spojrzenia kiedy akurat chodziłam bez podkładu (rzadko się to zdarzało, dosłownie nikomu nie pokazywałam się bez tapety chyba, że byłam w czasie jakiegoś leczenia, które uniemożliwiało mi noszenie makijażu - istna trauma).
Teraz patrzę na to z perspektywy czasu, na mojej buzi non stop pokazują się niespodzianki, ale nasilenie jest inne, moje nastawienie jest inne, kosmetyki do walki z trądzikiem coraz lepsze, moja wiedza i doświadczenie większe, informacji w internecie mnóstwo (aczkolwiek tutaj należy uważać, bo dużo bajek na temat trądziku pojawia się w sieci).
I nikt mi nigdy nie wmówi, że trądzik to nic takiego...bo trądzik nie pozostawił blizn tylko na twojej twarzy, ale także w moim sercu. I tak jak wiekszość ludzi chciałaby wrócić się w czasie do szkolnych lat, to ja za żadne skarby nie chciałabym tego piekła przechodzić jeszcze raz.
Ktoś, kto nie doświadczył tego na sobie, nigdy nie będzie w stanie tego zrozumieć...
Tą refleksją chciałam utożsamić się z Wami wszystkimi, którzy walczycie z tym paskudztwem - z całego serca Wam życzę walki zakończonej sukcesem!!!
Trzymam za Was kciuki!!! 

BAsia

P.S. Kochani, dziękuję za wszystkie miłe komentarze, które od Was dostaję i przepraszam, że ostatnio była znowu pauza na blogu, ale mam masakrę w pracy. W związku z tym będzie post o trądziku i stresie, bo ostatnio jestem królikiem doświadczalnym w tej kwestii :)

Thursday, 30 August 2012

Nic tak nie poprawia humoru jak fryzjer :)

Coś w tym jest! Jak dzisiaj wyszłam od fryzjera to miałam wrażenie, że urosłam o 5cm oraz, że moje zadowolenie na twarzy udzielało wszystkim dookoła :) Po kilkuletnich poszukiwaniach dobrego fryzjera w Czechach cicho licze na to, że mi się w końcu udało. Przyznaję, że jeszcze nigdy w życiu nie miałam tam któtkich włosów jak dziś... no może w wyjątkiem pierwszej klasy podstawówki, kiedy to mamusia uznała, że mam liche włosy i czas mnie obciąć na garnek. 

Co o tym myślicie? :) Powinnam na dłużej zakolegować się z tym fryzjerem? :)

Wybaczcie, że zdjęcia zrobione są kamerą internetową, ale aparat mam wyładowany a koniecznie chciałam się z Wami podzielić swoją fryzurką od razu, na swieżo (bo wiadomo, że ja sobie tak fajnie już tych włosów nie ułożę). 

pozdrawiam wszystkich cieplutko z dusznej Pragi! uff




Monday, 27 August 2012

Makijaż korekcyjny dla cery trądzikowej + rozwiązanie konkursu "Wypijmy za błędy"

Najpierw konkurs :-) 
Dziękuję wszyskim, którzy podzielili się ze mną błędami pielęgnacyjnymi. Wasza wiedza jest imponująca i wierzę, że coraz więcej ludzi przestanie powielać zatarte błędy i dobrą pielęgnacją, stylem życia i odrobiną optymizmu, pokonamy potwora. Zdecydowałam, że nagroda powędruje do Cytrynki, ponieważ mogę się osobiście podpisać pod wszystkimi błędami, które wymieniła w swojej odpowiedzi. 
Cytrynkaaa, proszę o kontakt mailowy.

Tyle w ramach konkursu.
A teraz będą konkrety:) Ale uwaga, będzie długi post więc kawa w dłoń i zapraszam do lektury.
Dostałam od jednej z Was prośbę o pokazanie i wyjaśnienie jak zrobić dobry makijaż korekcyjny dla cery trądzikowej. Taki, który wygląda naturalnie, ale przykrywa wszystko to, co chcemy ukryć. Jest to mój codzienny makijaż do pracy, w weekendy sobie odpuszczam i chodzę bez, chyba, że mam jakieś wyjście. Ogólnie wiecie jaki jest stan mojej cery, pozostawia wiele do życzenia, mam co nieco do ukrycia a tym bardziej, jak idę do pracy to muszę się prezentować nienagannie. 
Postaram się wszystko opisać w miarę zwięźle i bezboleśnie :) Mój TŻ robił zdjęcia więc wszystkie skargi jakby co to do niego (niestety talentu do fotografowania to on nie ma ale jak sie nie ma co sie lubi...). Miał być z tego filmik ALE nie znoszę siebie na wizji póki co a mój głos nagrany na jakikolwiek nośnik dźwięku, przyprawia mnie o mdłości. Więc filmu ni ma. Może kiedyś się przełamię, ale póki co mam nadzieję, że wystarczą Wam zdjęcia bo w końcu idea bloga to czytanie i oglądanie obrazków nie? :-)
Najpierw omówię sprzęt:
* podkład korygujący Vichy Dermablend, nowa formuła (bo jest i stara, cięższa ale polecam tą nową), kolor 25 Nude, niekomodogenny, nie zapycha,
* pędzel MAC 217 - najukochańszy do wszelkiego rodzaju rozcierania podkładu czy też cieni,
* YSL Touche Eclat - korektor pod oczy - absolutny hit oraz niezbędnik jeżeli masz takie podkowy jak ja,
* Vichy Dermablend puder biały tzw. fixior,
* pędzel do pudru oraz pędzel do broznera (może być tylko 1),
* Dior Bronze Original Tan kolor 002,
A więc zaczynamy :)
Buzię mam umytą, nałożyłam krem nawilżający LRP Hydraphase Legere, filtr Vichy 50, o którym pisałam wcześniej i poniżej fotka mojej buzi "przed" :) Tylko się mnie nie wystraszcie bo nie wyglądam za dobrze po wstaniu z łóżka, ale czego się nie robi dla Was :-)

Jak widać coś tam się dzieje, parę wyprysków przed @ wyskoczyło, buzia troszeczkę się świeci, są przebarwienia czyli czas na korektę.
Bierzemy do ręki podkład Dermablend (ja tutaj akurat mam próbkę) oraz pędzelek z MAC 217. Nie polecam nakładania tego podkładu palcami ponieważ warstwa musi być cieniuteńka i dobrze roztarta, aby nie było widać gdzie podkład się kończy. Naprawdę warto używać pędzla. 

Przystępujemy do nakładania podkładu tylko i WYŁĄCZNIE na miejsca dotknięte trądzikiem lub na przebarwienia!!! Nie nakładamy na całą twarz. Nabieramy dosłownie kropelke i wcieramy okrężnymi ruchami aby ładnie zamaskować linię podkładu. Jeżeli masz trądzik na policzkach (jak ja) to nakładaj podkład tylko tam, to bardzo ważne! Unikniesz w ten sposób efektu ciężkiego makijażu (efektu maski).

Podkład nanieś też na pojedyncze wypryski na brodzie/czole. Już nie nabieraj więcej podkladu na pędzel, użyj do tego celu pozostałości z pędzla, ponieważ Dermablend jest baaaardzo wydajny. Nie nanoś go warstwami, wystarczy tylko 1 warstwa ponieważ w kontakcie ze skóra, wytwarza on pigment. Odczekaj zatem 1-2min i zobaczysz, że krycie jest odpowiednie. 

Nie zapomnij o czerwonej okoliczy na dole noska, nie wygląda to zbyt efektownie i warto pamiętać o korekcie w tym miejscu :)
Bardzo ważna jest korekta cieni pod oczami, ponieważ pięknie rozświetlone oczy odciagają uwagę od reszty buzi a co za tym idzie od naszych niedoskonałości. Oczy powinny być jasne oraz wypocząte, wtedy reszta twarzy wydaje się być taka sama.

Jeszcze drugie oczko :) 
Czas na córkę młynarza czyli puder utrwalający Dermablend - kolejny hit, który odkryłam dzięki Ziemolinie! Należy go nałożyć dużo, tak abyśmy były białe. Widocznie białe :) Nałożyć i poczekać 2 min. aż sie wchłonie, ja z reguły w tym czasie myję zęby.

Po 2 min. nadmiar pudru, który się nie wchłonął, delikatnie strzepujemy pędzlem.

O właśnie tak :)
Na sam koniec trochę kolorku w postaci bronzera. I nie musicie nakładać tak, że potem wyglądacie jakbyście na policzkach miały czekoladę. Wszystko z umiarem i tak trochę jakby od niechcenia to tu, to tam. Ja przejeżdżam całą buzię: policzki, czoło, brodę, nos.

I eta wsio! :) Jak dojdziecie do wprawy to całość zajmuje może 5 min.
Tam dadadaaam! Efekt końcowy czyli w końcu można wyjść między ludziów :)

Buziaki dla każdej z Was, która przebrnęła do końca przez ten mega długi post - muah!!!

Monday, 13 August 2012

Wakacje czas zacząć!!! Juhuuuuu

Jutro zaczynam tygodniowy urlop więc trochę mnie nie będzie. Czas naładować akumulatory, posłuchać szumu morza, podjeść trochę dobrych krewetek oraz krabów - mniam!
Lecę do Lizbony a potem do Hiszpani w region zwany Galicją. Postaram się popstrykać ciekawe zdjęcia (choć to nie moja mocna strona) i pokazać Wam te piękne miejsca.
Do letniej kosmetyczki zabrałam mój ulubiony filtr Vichy oraz dużo próbek La Roche Possay więc zobaczymy, jak się te kremy będą sprawować na mojej twarzy:
- Effaclar K - z retinolem bodajże, polecony przez Ziemolinę na noc,
- Hydraphase legere - lekki krem nawilżający na dzień oraz na noc, ma lekko nawilżać bo będą upały więc skóra może się trochę buntować, też polecony przez Ziemolinę, (co ja bym bez niej zrobiła hihi).

Wszystko przetestuję i podzielę się wrażeniami po powrocie.

Pozdrawiam serdecznie i tym, którzy też wybierają sie na urlop (lub na długi weekend) życzę miłego wypoczynku!
BAsia

Sunday, 12 August 2012

Internetowe dobre duchy :) Dziękuję Ziemolino :-*

Dzięki cudownemu narzędziu jakim jest internet i dzięki mojemu blogowi poznałam wiele niesamowitych i wspaniałych osób. Jedną z nich jest Zimolina, osoba, która jest dla mnie inspiracją, bratnią duszą mimo iż nigdy nie miałam przyjemności poznać jej osobiście - ale to na pewno w przyszłości nadrobimy!!!
W zeszłym tygodniu dostałam od niej paczkę z próbkami kosmetyków dla skóry trądzikowej, problematycznej, które sama dla mnie wyselekcjonowała, ale nie tylko. 
Chciałam w tym miejscu jej serdecznie podziękować za wszystko: za dobre rady (nie tylko dotyczące filtrów hihi), za ciepłe słowa, za uśmiech na mojej twarzy, który pojawia się za każdym razem jak ostrzymam od niej wiadomość oraz oczywiście za skarby z paczuszki, którą mi przesłała.
Obiecuję wszystko na sobie przetestować i jeżeli coś szczególnie przypadnie do gustu mojej wybrednej, trądzikowej buzi, napiszę o tym tutaj.

Dziękuję!!!
Ściskam i pozdrawiam cieplutko,
BAsia

Tam tatadaaam, wielkie otwarcie! Ręce się trzęsą :) 

A oto zawartość paczuski :-)


Thursday, 9 August 2012

Przekonałam się do wysokich filtrów - czyli nareszcie filtr który nie zapycha i nie natłuszcza skóry trądzikowej!

Piałam Wam już wcześniej, że dzięki sile perswazji Ziemoliny z blogu "kosmostologicznego" postanowiłam dać kolejną szansę bardzo wysokim filtrom - SPF 50 i firmie Vichy. Zakupiłam sobie emulsję matującą i bez przekonania napaćkałam sobie na twarz, co ma być to będzie pomyślalam. Przyznaję, że bardzo podziałał na mnie post Ziemoliny, w którym było rzeczowo pokazane i wyjaśnione jaka jest moc słonca i jak ono wpływa na naszą skórę. Oczywiście wiedziałam wcześniej, że należy używac filtrow, ale wydawało mi się, że 30 SPF w lecie w zupełności wystarczy. Dopiero post Ziemoliny uświadomił mi różnicę między promieniowaniem UVA/UVB oraz co to właściwie znaczy SPF. A że z matmy zawsze byłam lewa, to bardzo przydała mi się jej ściąga matemaczyna oraz sposób przeliczania wzkaźnika SPF na ochronę UVA/UVB.
No ale przejdźmy do tematu, który Was zapewne interesuje, czyli ochrona skóry trądzikowej, którą filtry CZĘSTO zapychają. I teraz jak się sprawuje na buzi wyżej wymieniona emulsja od Vichy?
Muszę przyznać, że jestem pod głebokim wrażeniem, ponieważ po raz pierwszy na mojej buzi po nałożeniu tak wysokiego filtra nie ma tłustej, białej mazi tylko ładny mat! Boże jakie cudne uczucie. Emulsja naprawdę świetnie się wchłania (nakładam ją na krem na dzień), praktycznie do 30 sekund po jej nałożeniu można śmiało nakładać makijaż. Emulsja nie bieli twarzy, nie wyglądacie po jej nałożeniu jak córki młynarza! Bądąc na wypadzie weekendowym na raftach, nakładałam tylko ten krem (bez makijażu) i skóra wygladała bardzo ładnie.
Jeżeli chodzi o zapychanie, to nie zauważyłam tego na sobie, a stosuję ten produkt mniej więcej miesiąc. Nie pisałam Wam wcześniej pełnej recenzji, aby dać produktowi wystarczająco dużo czasu na test trądzikotwórczy :) Nie zapycha, nie podrażnia, nie przetłuszcza! Do tego pięknie pachnie, ale to akurat taki dodatkowy plus, bo zapach nie jest dla mnie wyznacznikiem jakości produktu. Przy skórze trądzikowej człowiek przyzwyczaja się do nakładania śmierdzących mazi na buzie w imię pozbycia się pryszczy, więc tutaj miły gratis - produkt przyjemnie pachnie!
Czy spowolni on moje fotostarzenie? Pewnie będę w stanie ocenić za 10-20 lat. Póki co mam czyste sumienie i wiem, że robię maximum dla zachowania zdrowej skóry przy okazji nie obciążając jej zapychającym mazidłem.
Z czystym sumieniem polecam dla skóry trądzikowej. Produkt stosuję każdego ranka na krem dzienny przed zrobieniem makijażu. Nie zamierzam sie z nim rozstawać przez cały rok :)

Piszcie w razie pytań.
Pozdrawia,
BAsia


Opakowanie z produktem, wkleiłam aby było widać angielską nazwę.



Krem ma bardzo delikatną i lekką konnsystencję! 

Tutaj po wchłonięciu - nie ma nic! I tak ma być! Polecam.



Wednesday, 8 August 2012

4 tygodnie do bikini - III tydzień

Wielkimi krokami zbliża sie mój urlop a wraz z nim czas na podsumowanie mojego planu no i oczywiście pokazanie rezultatów. Muszę przyznać, że staram się unikać słodyczy, jem tylko w weekend i tylko to co sama upiekę, staram się unikać cukru tam gdzie wcześniej byłam przyzwyczajona go używać np. kawa. Kiedyś nie wyobrażałam sobie filiżanki kawusi bez łyżeczki cukru, ale wiecie co: do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Oto moje wymiary:
Pas: Było 68cm, dzisiaj jest 65cm, docelowo 63cm,
Biodra: Było 100cm, dzisiaj jest 98.5cm, docelowo 93cm (nadal baaardzo opornie),
Biust: Było 87, chcialabym 90... dzisiaj jest 85cm... nie wiem, czy ostatnio się źle zmierzyłam, ale nie wydaje mi się, aby właśnie w tym miejscu mi przybyło - wręcz przeciwnie, pustki w biustonoszu :)


Nadal z zacięciem ćwicze z płytami Ewy Chodakowskiej.
Mój plan ćwiczeniowy na ten tydzień:
Poniedziałek: Skalpel 
Wtorek: Killer (wczoraj zaliczyłam pierwszego i przyznaję, że było ciężko)
Środa: Skalpel (już zaliczony na dziś)
Czwartek: Killer - mam nadzieję, że dam radę :)
Piątek: Skalpel

Bardzo bym chciała wyrobić w sobie nawyk ćwiczenia, żebym nie musiała się zmuszać. Na razie nie muszę, ale wiem, że przyjdzie kryzys... I kiedy nadejdzie chcę być nań dobrze przygotowana! Chcę, aby ćwiczenia weszły mi w nawyk! OBY!!! Po tych ćwiczeniach czuję się świetnie a przede wszystkim widzę efekty! I nie tylko ja widzę :)
Zresztą same zobaczcie!

Dla wszystkich wielbicielek ćwiczeń z Ewą - w październikowym numerze Shape'a będzie kolejna płyta z jej ćwiczeniami - nie przegapcie!!! 

Pozdrawiam serdecznie i każdej z Was życzę samozaparcia w walce o lepsze ciało!
BAsia


A teraz to na co wszyscy czekają - fotodokumentacja.

Oto ja na początku lipca - zdjęcie zrobione 7-tego a ja stoję po lewej stronie oczywiście :)


Po 2 tyg. intensywnych ćwiczeń oraz zdrowej diety :) Widać pierwsze rezultaty ciężkiej pracy. Zdjęcie zrobione w zeszłym tygodniu 1-szego sierpnia.


A oto  zdjęcie z dzisiaj w moim sportowym kostiumie kąpielowym :)  W łazience mam największe lustro bez żadnych ozdób stąd też nieciekawa sceneria w tle :)


 Tutaj chciałam pokazać pupę, bo mimo, iż z bioder mi mało schodzi to  mój zad w końcu zaczął mi się podobać. Juhuuu!


Last but not least - profilek :) 

Wednesday, 1 August 2012

4 tygodnie do bikini - II tydzień

I jak tam serduchna moje? Czekacie z niecierpliwością na moje wyniki???
Otóż w poniedziałek doszły w końcu wyczekane płyty z ćwiczeniami Ewy Chodakowskiej (dziękuję, dziękuję Agnusku!) i od tej pory "Skalpel" zaliczony 3x :)
A teraz to na co wszyscy czekają czyli jak mi idzie sasasasa :)


Pas: Było 68cm, dzisiaj jest 66cm, docelowo 63cm,
Biodra: Było 100cm, dzisiaj jest 99cm, docelowo 93cm (jak widać to część ciała, która jest oporna na spalanie w moim wypadku),
Biust: Było 87, chcialabym 90... dzisiaj jest 84cm... buuuuu, wielkie buuuu, no ale niestety coś kosztem czegoś.



Wynik całkiem przyzwoity (aż na ten biust, bo tutaj akurat chciałam przytyć a nie stracić), szkoda tylko, że biodra tak opornie idą, ale ćwiczenia modelujące sylwetkę zaczęłam w poniedziałek wiec jestem dobrej myśli. Na wakcje wybieram się 15 sierpnia, więc zostało mi jeszcze troszeczkę czasu. 
Wiecie co w tym wszystkim jest najważniejsze... zadowolonie z własnej siebie jakie dają ćwiczenia z Ewą, fajnie się po nich czuję. Polecam każdemu choćby na poprawę humoru.


Mój plan ćwiczeniowy na ten tydzień:
Poniedziałek: - Piątek: Skalpel z Ewą Chodakowską
Weekend: Bieganie albo cwiczenia kardio - jeszcze sie nie zdecydowałam, będzie zależeć od pogody.


Kolejny odcinek moich przygotowań do bikini w przyszłą środę :-)
Buziakam Was i życze dużo zapału do przełamania lenistwa!
BAsia


P.S. Cellulit na udach mi się zmniejszył!!! Oczywiście jeszcze jest budyniek ale już np. nie ma dziur na udach jak siedzeeee. Oł jeee. 

Friday, 27 July 2012

4 tygodnie do bikini - I tydzien

Hej moje serduszka! Jak juz wczesniej wspomnialam jestem w trakcie ostrych przygotowan mojego ciala to bikini. Dzieki uprzejmosci mojej kolezanki z wizazu bede mialam okazje pocwiczyc z plytami Ewy Chodakowskiej, ktore byly dodatkiem do marcowego oraz lipcowego Shape'a w Polsce.
Moj plan to ograniczenie slodyczy oraz duzo ruchu. Nie jestem na zadnej diecie, jem tak jak zwykle z tym, ze nie folguje sobie ze slodkim, ale nie znaczy to, ze unikam kompletnie.
Moje wymiary wyjsciowe (mierzylam sie w srode) to:

Pas: 68cm, chcialabym 65cm, docelowo 63cm
Biodra: 100, chcialabym 96cm, docelowo 93cm (ale to marzenie scietej glowy...)
Biust: 87 tutaj chcialabym 90 ale coz :) najlepiej aby zostalo tak jak jest.

Jak widac golym okiem dupsko jest o wiele szersze niz gora dlatego tez wygladam jak typowa "gruszka" co mnie bardzo ale to bardzo zlosci.
Nie posiadam w domu wagi poniewaz uwazam, ze nie jest ona dobrym obrazem tego czy sie chudnie czy nie.
Pomiary kontrolne bede robic 1x w tyg, zawsze w srode (o ile nie zapomne wiec prosze pilnujcie mnie tutaj!)

Jak sie ruszalam w tym tygodniu?
Z racji tego, iz nadal czekam na plytki DVD pani Ewy (byc moze dojda juz dzis?) musialam sobie radzic w inny sposob a zatem:

Poniedzialek: Yoga z pania Kidman (ale nie Nicole Kidman tylko z jej siostra)
Wtorek: Bieganie, udalo mi sie przebiec 5km
Sroda: Insanity workout - to jest prawdziwa masakra
Czwartek: 20km na rowerze
Piatek: Insanity workout
Weekend: Jade ze znajomymi na rafting wiec tez bedzie w miare aktywnie :)

Kolejny update za tydzien :)
Trzymajcie za mnie kciuki!!!

Pozdrawiam,
BAsia

Wednesday, 25 July 2012

Nowe filtry, ktore testuje! Oraz nowe wyzwania :)

Chciałam Wam tylko napisać, że za namową Ziemoliny postanowiłam dać kolejna szanse wysokim filtrom. Pisałam Wam już, że miałam z nimi kilka przygód w przeszłości, ale niestety za każdym razem rozstawaliśmy się w złości, bo albo mnie koszmarnie wysypywało, albo po prostu nałożenie makijażu na te filtry graniczyło po prostu z cudem. Ziemolina przekonała mnie, że powinnam dać im kolejną szansę i że technologia w tej grupie kosmetyków poszła do przodu. Nie dałam się długo prosić i w zeszłym tygodniu zakupiłam polecony mi krem/emulsję.

Jestem w trakcie testowania, używam codziennie rano. Wkrótce pojawi się obszerniejsza recenzja czy warto się w coś takiego zaopatrzyć i przede wszystkim, czy nie zapycha porów i nie podowuje niespodzianek, na naszych delikatnych i wrażliwych buziach trądzikolubnych.
Jeżeli macie ochotę na przeczytanie bardzo ciekawego antykułu o filtrach to zapraszam na stronkę Zimoliny, gdzie napisała obszerny post na ten temat oraz załączyła ciekawe zdjęcia.
Link tutaj :)

Moje wyzwanie dotyczny kolejnej dziedziny życia, w której każda z nas kobiet ma coś do powiedzenia: szczupłej i ładnej sylwetki. Dzisiaj mam dokładnie 4 tyg do bikini, taaak będzie urlop i będzie trzeba się pokazać w kostiumie kąpielowym. W związku z tym w mojej głowie już red alert i mocne postanowienie wyrzeźbienia ciała. Czekam na płytki DVD z dwoma programami Ewy Chodakowskiej, bardzo ostatnio IN w Polsce instruktorki fitness. No i zobaczymy jak mi pójdzie, postaram się z Wami dzielić przemyśleniami oraz efektami!
A może któras z Was chce też podjąć wyzwanie. Co wy na to???

Przygotowuję też posta na temat cery trądzikowej, ćwiczeń, siłowni itd. Bo trzeba wiedzieć jak się ruszać i jak jednocześnie dbać o buzię, aby ćwiczenia nie spowodowały wysypu, zanieczyszczonych porów itd.

Tak więc, czekam na Wasz odzew czy chcecie, abym dokładniej opisała tutaj moje wyzwanie fitness.

pozdrawiam serdecznie,
BAsia

P.S. Konkurs na najbardziej oryginalny błąd w pielęgnacji cery trądzikowej nadal trwa! Zapraszam!

Saturday, 21 July 2012

Wypijmy za błęęędyyy… czyli błędy w pielęgnacji skóry trądzikowej oraz konkurs!


W sumie temat ten wyszedł tak jakoś spontanicznie po tym, jak po raz n-ty przeczytałam na jakimś forum, że ktoś stosuje krem taki a śmaki, to i to do mycia i skóra wygląda strasznie, a trądzik nie i nie znika. Myślę sobie, że od czasu jak ja bylłm nastolatką z twarzą usianą wulkanami tak, że chciałam chodzić kanałami albo najlepiej wcale nie wychodzić z domu, to medycyna i przede wszystkim wiedza poszła do przodu, że ludzie są bardziej świadomi tego jak skutecznie walczyć z trądzikiem oraz że nie popełniają tych samych błędów, które ja popełniałam 15lat temu. Nic bardziej mylnego... niestety.
Dlatego postanowiłam zebrać tutaj najczęściej pojawiające się (i najbardziej w oko kłujące) błędy w pielęgnacji cery trądzikowej, problematycznej.
Mam nadzieję, że komuś w ten sposob pomogę, że ktoś z Was powie czekaj, ja też tak robię i może to dlatego mam taki problem ze skórą.

KONKURS: Zostawcie w komentarzach Waszą propozycję na miano odwiecznego błedu pielęgnacyjnego dla skóry trądzikowej a ja wybiorę najbardziej oryginalną oraz celną wypowiedź i nagrodzą ją próbkami kosmetyków (m.in. Origins, Philosophy i inne). Mam nadzieję, że Was zachęciłam do klikania więc do dzieła!!!

Moja lista:

Odwieczne błędy w pielęgnacji skóry trądzikowej.

1. Używanie kremu Nivea lub Bambino...  
Za każdym razem jak słyszę, że moja pielęgnacja jest bez zarzutu bo używam kremu Nivea lub Bambino, to dreszcze mnie przechodzą na sama myśl, że ktoś się smaruje tą parafiną, tym mega zapychaczem. I zdaję sobie sprawę, że jest garstka osób, których skóra trądzikowa toleruje te kremy, ale ja uważam, że to samo zło, fatalne składy i natłuszczanie zamiast nawilżania, a tego przy skórze trądzikowej nie chcemy.

2. Zero kremu nawilżającego.
Częste zdziwienie dlaczego skóra piecze, łuszczy się, jest zaczerwieniona? Dermatolog przepisał mi maść, krem, żel a moja skóra potwornie sie łuszczy i jest podrażniona. Ano brakuje jej nawilżenia. Przy jakimkolwiek specyfiku aptecznym (i nie tylko) należy zawsze pamietać o nawilżeniu buzi. Wiem, ze nakładanie kremu nawilżającego może na początku wydawać się bardzo dyskomfortowe, bo przecież moja buzia się bardzo świeci to po co dodatkowo ładować w nią krem nawilżający, ale wierzcie mi, bez tego ani rusz. Skóra tłusta potrzebuje nawilżenia!!!

3. Uzywanie kosmetykow antytradzikowych.
Jestem i zawsze bede przeciwnikiem uzywania typowych kosmetykow antytradzikowych poniewaz wg mnie dzialaja za ostro i zbyt drazniaco na skore. Mowie tutaj o drogeryjnych „cudach” typu: Under20, Clean&Clear, Nivea Young itd. Nie znam osobiscie nikogo, komu by te kosmetyki pomogly a wrecz przeciwnie, wyrzadzily wiecej szkody niz porzytku, skora zaczela wariowac. Nie bede sie tym chwalic ale sama tez przeszlam przez faze uzywania tych kosmetykow (kiedy mialam nascie lat) i zylam nadzieja, ze wystarczy kupic zel do mycia twarzy Nivea Young a moj tradzik zniknie jak za dotknieciem czarodziejkiej rozdzki...

4. Solarium/słonce leczy trądzik
To chyba nie wymaga komentarza z mojej strony. Żyłam w przekonaniu, że solaria już wyszły z mody... albo że przynajmniej osoby z trądzikiem zdają sobie sprawę, że nie mogą z nich korzystać... niestety, zawiodłam się czytając fora. Po chwilowym poprawieniu się wyglądu skóry, kiedy to słońce wypali syfki a nowy kolor skóry zakamufluje przebarwienia, prędzej czy później nastąpi pogorszenie, które nierzadko niesie ze sobą skórę w gorszym stanie niż przed opalaniem. Nie warto!

Dziękuje za Wasze wsparcie! 
Pozdrawiam serdecznie i czekam na Wasze propozycje :)
BAsia


A oto nagroda w konkursie :)


Sunday, 15 July 2012

Wiesiołek dwuletni z wit. E - czyli mój sekretny suplement diety

Witajcie, za oknem szaro i ponuro, lato sobie poszło więc idalny czas, by podzielić się z Wami moim ostatnim odkryciem. Nie jestem jakimś wielkim zwolennikiem suplementów diety, ponieważ mam wrażenie, że mało dają a dużo kosztują. ALE ostatnio zmieniłam zdanie i zaraz mówię jak do tego doszło.
Odkąd pamiętam mam problem z bolesnymi miesiączkami, zawsze mam przy sobie 1 tabletkę ketonalu, ponieważ artyleria lekka typu ibum czy podobne leki po prostu na mnie nie działają. Już się pogodziłam z fakem, że jeden dzień w miesiącu mam wyjęty z kalendarza, aż tu nagle mój ginekolog powiedział mi o wiesiołku. I tak zaczęła się przygoda z tym specyfikiem. Zjadłam już przeszło 2 opakowania, biorę po 1 tabletce rano i wieczorem. 
Opis producenta: "Roślina ta pochodzi z Ameryki Północnej. Poprzez tłoczenie na zimno uzyskuje się z niej olejek wiesiołkowy, bogaty w esencjalne nienasycone kwasy tłuszczowe. Kwasy te stanowią prekursory prostaglandynów, wytwarzają strukturę błon komórkowych, biorą również udział w wielu procesach przemiany materii. Bardzo korzystne jest połączenie wiesiołka z witaminą E. Witamina ta zapewnia ochronę obu nienasyconych kwasów tłuszczowych przed uszkodzeniem w wyniku utlenienia. Preparat pomaga w regulacji podwyższonego ciśnienia krwi, obniża poziom cholesterolu w krwi, usuwa dolegliwości miesiączkowe, pozytywnie wpływa na serce oraz naczynia krwionośne, wspomaga także prawidłową pracę stawów."

Moje doświadczenia:
- po raz pierwszy od dawien dawna (nie licząc czasu, kiedy brałam tabetki anty) w nie bolał mnie brzuszek w trakcie @!!! Jakaż to była ulga! Jeżeli któraś z Was ma bolesne miesiączki to szczerze polecam
- zauważyłam polepszenie stanu cery, skóra jest bardziej sprężysta i jakby nawilżona od środka


Lekarz zalecił dlugoterminowe stosowanie tego specyfiku więc mam zamiar go brać przynajmniej rok, bo nie zaszkodzi a ulga, którą mi przynosi jest cudowna. Kupuję ten lek w aptece od czeskiej firmy Walmark. Przeszukałam polskie stronki aby się zorientować, jak wygląda dostępność w PL i voila, link do apteki internetowej wklejam poniżej.
P.S. Pupalka to po czesku wiesiołek :)


http://www.docsimon.pl/towar/walmark-wiesioek-dwuletni-witamina-e-70-iu-30-cps

pozdrawiam serdecznie i czekam na wieści jak tam Wasze buzie :)
BAsia